piątek, 21 listopada 2014

Rozdział 2

 Dzisiaj jest ten wielki dzień! Dzień moich 16 urodzin. Chociaż nie świętuję to i tak czuję, że ten dzień zmieni całe moje życie. Obudziłam się jak zwykle o 5.30. Vanessa jak zwykle spuściła swoją głowę z łóżka nade mną. „Wszyskiego najlepszego, Jess!” powiedziała Vanessa. „Dziękuję, ale przecież wiesz, że nie świętuję” odpowiedziałam jeszcze zaspana. „No wiem wiem. Ale nie mogłam się powstrzymać. No wiesz w końcu to twoja 16” powiedziała przepraszająco. „No wiem. Wybaczam ci” zaśmiałam się. Ubrałyśmy się w nasze ciuchy to znaczy Vanessa w szkolny mundurek a ja w „normalne” ciuchy. To taki prezent na urodziny. Zeszłyśmy na śniadanie odmówiłyśmy modlitwę po czym chciałyśmy iść na zajęcia. Jednak jedna z opiekunek poprosiła żebym udała się do biura Pani Dyrektor. Byłam bardzo zaskoczona, ponieważ jeszcze nigdy nie byłam w jej biurze. Mimo wszystko poszłam z opiekunką w stronę biura dyrektorki posyłając Vanessie zdezorniętowane spojrzenie. W odpowiedzi posłała mi uśmiech i bezgłośnie „nie martw się”. Nim się obejrzałam stałam wraz z opiekunką przed drzwiami dyrektorki. Nieśmiało zapukałam a kiedy usłyszałam „Proszę” niepewnie otworzyłam ciężkie drzwi do biura naszej dyrektorki. Wchodząc do środka byłam wystraszona, ponieważ nie wiedziałam co mnie czeka. Moje przypuszczenia niestety się potwierdziły. W biurze Pani dyrektor zastałam jakieś małżeństwo. Już się domyślałam co mnie czeka ale za chiny nie chciałam w to uwierzyć. Kiedy Pani dyrektor mnie zauważyła serdecznie się uśmiechnęła. „Witaj Jess. Wszytkiego Najlepszego! Mam dla Ciebie pewną niespodziankę. Poznaj proszę Panią i Pana Smith. Ci mili Państwo chcielby cię zaadoptować.” powiedziała podekscytowana. W tym samym momencie moi nowi opiekunowie popatrzyli z uśmiechem na mnie. Mnie niestety nie było stać na uśmiech. Poprostu byłam zszokowana. Z jednej strony zawsze marzyłam o tym aby mieć rodziców. Z drugiej jednak strony nie mogłam przecież zostawić Vanessy tak po prostu tutaj. W końcu była dla mnie jak siostra której nigdy nie miałam. „Wiem, że to dla ciebie trudna sytuacja.” tymi słowami zostałam wyrwana z moich przemyśleń. Zajeło mi chwilę aby zrealizować kto to mówił. Zanim zdążyłam o czym kolwiek się zorientować głos mówił dalej: „Zapewne masz tutaj przyjaciół z którymi się związałaś.” dopiero teraz dotarło do mnie, że to Pani Smith ze mną rozmawia. „Ale chcemy stworzyć z tobą rodzinę. Naprawdę dużo czasu zajęła nam walka o Ciebie i uwierz mi, że ja tak łatwo nie odpuszczam.” usiechnęła się słodko moja jakby matka. Dziwnie było usłyszeć od kogoś innego niż Vanessa, że im na mnie zależy. W głosie Pani Smith nie było jednak ani cienia ironii czy też zawachania. Nie wiem dlaczego ale spodobała mi się. A ja nie należe do osób które wyrabiają sobie o kimś zdanie po jednej wypowiedzi. Jestem raczej nie ufna ale nie wiedzieć dlaczego Pani Smith od razu obdarzyłam zaufaniem. „Dokładnie” odezwał się Pan Smith „więc podpiszemy papiery i przyjedziemy po Ciebie wieczorem. Wiem, że to mało czasu na pożegnanie się z przyjaciółmi i mam nadzieję, że nam go wybaczysz. Oczywiście nie będziemy mieli nic przeciwko temu żebyś się spotykała z nimi po tym jak z nami zamieszkasz. Oczwiście o ile to dobre towarzystwo. Ale raczej masz same dobre koleżanki więc nie widzę problemu” poinformował mnie Pan Smith. Od niego również biła miłość, wspołczucie oraz życzliwość. Wydawał się w porządku chociaż i tak wiedziałam, że z Panią Smith będę miała lepszy kontakt. Chwila … dlaczego ja do cholery teraz myślę o nich skoro powinnam była już dawno zalana łzami powiedzieć o wszystkim Vanessie? Chyba nadal jestem w szoku. Tak to jest jedyne logiczne wyjaśnienie. Nieśmiało próbowałam się uśmiechnąć ale nie wyszło mi to najlepiej, ponieważ zamiast uśmiechu na mojej twarzy malował się grymas. Pani dyrektor pożegnała mnie informując, że Państwo Smith przyjadą po mnie o 19. Kiedy znalazłam się poza zasięgiem wzroku kogokolwiek z biura w którym przed chwilą byłam zalałam się gorzkimi łzami.


Po około 15 minutach postanwiłam poprosić Panią dyrektor aby zwolniła Vanni z lekcji żebyśmy się mogły w spokoju pożegnać i spędzić mój ostatni dzień tutaj razem. Już drugi raz tego dnia stanęłam przed ciężkimi drzwiami do biura Pani dyrektor. Zapukałam i weszłam dopiero kiedy usłyszałam „proszę”. Zastałam Panią dyrektor siedzącą przy papierach. Kiedy mnie zobaczyła uśmiechnęła się i zapytała w czym może mi pomóc. Szybko przedstawiłam jej swoją prośbę na którą chętnie przystała. Jednak szybko dodała „Jess … wiem, że teraz się może nie cieszysz ale kiedyś będziesz wdzięczna losowi za to, że dał ci drugą szansę. Może trochę późno ale ważne, że ją dostałaś. Wiele dzieci nie ma takiego szczęścia jak ty. Naprawdę nie mogłaś lepiej trafic. Znam Państa Smith osobiście i to bardzo dobrzy ludzie. Jeszcze raz Cię proszę doceń to.” byłam pod wraźeniem jej słów. Głównie dlatego, że kompletnie nie spodziewałam się tego po mojej Pani dyrektor. Wiem, że ma rację i naprawdę zamierzałam być dla nich uprzejma. Ale naprawdę nie teraz. Teraz nie wiem co o tym i o nich myśleć bo to wszystko stało się naprawdę znienacka. Nie chciałam jednak opowiadać teraz o tym wszystkim Pani dyrektor więc odpowiedziałam tylko cichym głosem: „Tak wiem. Naprawdę to doceniam”. W odpowiedzi dyrektorka posłała mi swój najpiękniejszy uśmiech. „Bardzo się cieszę, że tak to widzisz. Wiedziałam, że jesteś mądrą dziewczynką. Możesz już iść do swojego pokoju. Powiem Vanessie osobiście, że czekasz na nią w pokoju , dobrze?” „Tak jest. Dowidzenia” powiedziałam i nie czekając na odpowiedź udałam się prosto do pokoju. Usiadłam na łóżku i przez chwilę zastanawiałam się co tak naprawdę teraz czuję. Nie potrafiłam tego określić, ponieważ najzwyczajniej w świecie nie czułam nic. Czułam wielką pustkę. Westchnęłam i podniosłam się z łóźka. Spod niego wyciągnęłam małą walizkę i zaczęłam pakować do niej swoje rzeczy. Ledwo co zauważyłam Vanessę wpadającą do pokoju z zatroskaniem wymalownym na twarzy. Już chciała coś powiedzieć kiedy jej wzrok spoczął na mojej małej walizce. W mgnieniu oka jej zatroskanie zmieniło się w smutek. Momentalnie jej oczy wypełniły łzy i zrezygnowana usiadła na moim łóźku. Teraz już nie czułam pustki lecz przeraźliwy ból któy rozdzierał mi serce. Usiadłam koło niej i nie mówiąc ani słowa przytuliłam ją mocno do Siebie. Łzy ciekły po moim policzku tak samo jak po policzku mojej przyjaciółki. Siedziałyśmy tak dobre 20 minut nie mogąc się uspokoić. Jednak musiałyśmy wziąć się w garść. W końcu to, że będziemy rozpaczać nieczego już nie zmieni. Wypuściłam moją Vanni z ramion i otarłam łzy. Po czym zabrałam głos „Moja droga. Proszę Cię nie płacz. Mi też jest bardzo ciężko, bo nie wyobrażam Sobie życia bez Ciebie. W ciągu tych pięciu lat stałaś się dla mnie czymś w rodzaju siostry którą mogłam Sobie sama wybrać. Pamiętaj też o tym, że nieważne gdzie będę mieszkać albo gdzie będę chodzić do szkoły i tak będę do Ciebie przychodzić w każdej wolnej chwili. Pamiętaj, że Cię kocham. Nigdy nie wolno ci o tym zapomnieć.” powiedziałam dość ochrypłym głosem. Vanessa tylko wolno pokiwała głową i jeszcze raz mocno mnie przytuliła. Tym razem tylko krótko ale mocno. Kiedy mnie puściła pociągnęła jeszcze kilka razy nosem po czym spojrzała mi prosto w oczy i uśmiechnęła się smutno. Spojrzałam no nią pytająco a ona po chwili powiedziała mi o co chodzi. „Kochanie moje. Wiem, że jestem dla Ciebie ważna. Tylko … teraz będziesz miała swoje życie. Rodzinę, nowych znajomych może nawet chłopaka. Prawdę mówiąc wiem, że prędzej czy poźniej o mnie zapomnisz. Wiem, że na początku będziesz się starać mnie odwiedzać. Ale z czasem o mnie zapomnisz.” Mowiąc ostatnie słowa swojej krótkiej przemowy z trudem powstrzymywała łzy. Nie mogłam uwierzyć, jak mogło jej w ogóle coś takiego przyjść do głowy! Momentalnie zerwałam się z łóźka czym zyskałam zaskoczone spojrzenie Vanni. Zaskoczyła ją chyba moja gwałtowna reakcja. „Vanesso naprawdę nie wiem jak możesz w ogóle tak myśleć! Przyjaźnimy się już wystarczająco długo i myślałam, że wiesz jak ważna jesteś w moim życiu. Powinnaś wiedzieć, że niewyobrażam sobie życia bez Ciebie.” upokoiłam się trochę i usiadłam na łóźko zanim skończyłam swoją wypowiedź. „Słuchaj. Wiem, że boisz się zostać tutaj sama. Ale przysięgam Ci na moje własne życie, że zapomne o Tobie dopiero w grobie.” W oczach Vanessy po raz kolejny tego dnia pojawiły się łzy. Jednak tym razem były one efektem wzruszenia.

Kiedy już skończyłyśmy pakować moją walizkę (nie miałam zbyt dużo rzecz więc szybko się uwinęłyśmy) postanowiłyśmy spędzić ten dzień na naszej ławce. Nie chciałyśmy robić nic szczególnego. Kiedy usiadłyśmy na ławce Vanni chciała wiedzieć co myślę o moich rodzicach bo tak chyba można ich nazwać. „Znasz mnie i wiesz, że jestem dość nieufna. Nie oceniam zazwyczaj ludzi na podstawie jednej wypowiedźi czy jednego spotkania. Ale nie wiem dlaczego nawet mi się spodobali. Byli tacy mili, życzliwi i współczujący. Nie wiem dlaczego ale obdarzyłam ich pewną miarą zaufania. Czy dobrze zrobiłam czy nie przekonamy się z czasem.” Vanessa przysłuchiwała mi się z uwagą i pewną rodzaju pasją. Kiedy skończyłam lekko się uśmiechnęła. „Jess. Wiem, że jesteś nieufna ale może czas to zmienić. Może dzięki tej adopcji nareszcie zaczniesz ufać ludziom.” przez chwilę milczałyśmy. Sama nie wiedziałam co mam o tym myśleć. Może rzeczywiście miałam dzięki tej adopcji się zmienić na lepsze? Nagle naszą ciszę przerwała Vanni. „Jess? Proszę Cię obiecaj mi jedno.” Bez namysłu szybko odpowiedziałam: „Co tylko zechcesz.” Byłam trochę zaskoczona ale ufałam Vanni w 100 %. „Obiecaj mi” kontynuowała „że po tym jak zamieszkasz z Państwem Smith i pójdziesz do nowej szkoły nie będziesz zamknięta na ludzi. Obiecaj, że znajdziesz sobie przyjaciół albo chociaż znajomych. Obiecaj mi, że będziesz szczęśliwa.” Popatrzyłam jej prosto w zaszklone oczy i wyszeptałam „Obiecuję” po czym rzuciłam jej się na szyję i nie mogąc powstrzymać emocji rozpłakałam się. Ze wzruszenia.

Reszta dnia minęła nam dość miło. Starałyśmy się nie myśleć o tym, że to mój ostatni dzień tutaj. Śmiałyśmy się, rozmawiałyśmy i wygupiałyśmy. Nie trwało to jednak zbyt długo. Czas bardzo szybko zleciał i nim się obejrzałam była już 18.50. Nasz dobry humor gdzieś wyparował. Po prostu siedziałysmy na moim łóźku i gapiłyśmy się w ściane. W pewnym momencie postanowiłam sensownie wykorzystać te 10 minut które nam zostało więc podeszłam do mojej Przyjaciółki i moooocno ją przytuliłam. Oczywiście nie obyło się bez płaczu. Chociaż nie to nawet nie był płacz tylko szloch przynajmniej ze strony Vanessy. Nie widziałam co się dzieję. Wiedziałam, że jestem dla niej ważna. Ale teraz nie płakała tylko dlatego, że odchodzę. Wiedziałam to. Odsunęłam się lekko od niej i spojrzałam jej prosto w oczy. W nich zobaczyłam rozpacz, miłość oraz żal. Wiedziałam, że nie chodzi tylko o mnie. Czułam to. „Vanni. Co się dzieję?” zapytałam miękim głosem. Nie odpowiedziała mi od razu. Najpierw wytała łzy i wzięła parę głębszych oddechów. Cierpliwie czekałam na jej odpowiedź. W końcu zabrała głos był on lekko ochrypły od płaczu ale nic sobie z tego nie robiła. „Jess. Nie chcę żebyś mnie źle zrozumiała. Po prostu odkąd Cię poznałam czuję, że mam siostrę i w pewnym sensie taką moją małą Rodzinę. Teraz kiedy odchodzisz … czuję, że coś we mnie umiera. Ale wiem, że znasz mnie za dobrze i wiesz, że nie tylko dlatego rozpaczam.” popatrzyła na mnie ostrożnie. Kiwnęłam tylko zachęcająco głową a ona wzięła kolejny głęboki oddech. „Kiedy zobaczyłam Cię dzisiaj z tą walizką poczułam wielki smutek … i lęk. Pamiętasz jakie miałyśmy plany? Po 18 ty się wyprowadzasz i szukamy mieszkania a ja do Ciebie dołączam jak skończę 18 lat. Kiedy się dowiedziałam, że zostałaś adoptowana to … poczułam lęk, że …  będziesz wolała zostać u nich niż mieszkać ze mną. Poczułam też … pewnego rodzajugo rozczarowanie bo … sama chciałabym mieć tyle szczęścia.” powiedziała Vanessa przepraszającym tonem. Odruchowo przytuliłam przyjaciółkę a ta zaskoczona odwzajemniła to. „N .. ni nie jesteś z .. zła?” wydukała. Zaśmiałam się delikatnie i odsunęłam przyjaciółkę tak, żeby móc patrzeć jej w oczy. „Oczywiście, że nie głuptasie. Rozumiem jak się czujesz. Też bym się pewnie tak czuła. Posłuchaj nigdy nie trać wiary. Zawsze może zdarzyć się cud tak jak ze mną. A co do mieszkanie nie zmieniłam zdania i adopcja niczego tutaj nie zmienia.” zapewniłam ją. W tym samym momencie do naszego pokoju ktoś zapukał. Spojrzałyśmy na siebie i wiedziałyśmy, że już czas …

niedziela, 9 listopada 2014

Rozdział 1

Kiedy się obudziłam była 5.30. Zaspana otarłam oczy i zobaczyłam, że inne dziewczyny też się budzą. Dzień jak codzień. Usłyszałam głos Vanessy i od razu się uśmiechnęłam. "Dzień dobry kocie." powiedziała i z puściła swoje piękne blond włosy i spojrzała na mnie niebieskimi oczami. Vanessa to moja najlepsza przyjaciółka tutaj w domu dziecka. Razem chodzimy na zajęcia, jemy obiady i zasypiamy. Poznałyśmy się 5 lat temu. Kiedy Vanessa tutaj trafiła była bardzo nieśmiała i nie umiała nawiązywać nowych znajomości. Więc do niej podeszłam i zaproponowałam wspólną zabawę lalkami. Zgodziła się i od tamtej pory jesteśmy nierozłączne. Moim zdaniem mam bardzo ładną przyjaciółkę. Ahh tak bardzo ją kocham i tym bardziej jej współczuję, że tutaj trafiła. Vanessa trafiła tutaj, kiedy jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym. A ponieważ nie miała żadnej innej rodziny trafiła tutaj. Ale teraz ma mnie. A co do mojej historii to ... w sumie nigdy nie miałam rodziców. Wychowałam się tutaj. Nikt nigdy o tym ze mną nie rozmawia. Ja sama nie wiele wiem o swojej przeszłości. Wiem tylko tyle, że kiedy miałam dwa miesiące ktoś oddał mnie do okienka życia wraz z dokładną datą moich urodzin oraz imieniem. "Jess no chodź bo się spóźnimy na śniadanie." ponagliła mnie Vanessa. "Już idę" odpowiedziałam uśmiechając się w jej kierunku. Szybko ubrałam się więc w mój szkolny mundurek i zeszłam z Vanni na śniadanie. Po odmówieniu modlitwy zjadłyśmy coś i poszyłśmy na zajęcia.

Po długim dniu nauki mamy czas na chwilę relaksu. Postanowiłyśmy więc spędzić nasz wolny czas na naszej ławce. Rozmawiałyśmy bardzo długo aż w końcu zrobiło się ciemno i musiałyśmy iść spać. Po wejściu do środka zaczęłam przygotowywać się do jutrzejszego dnia. Był to bowiem dzień moich 16 urodzin i chociaż nie świętowałam urodzin to i tak było to dla mnie duże wydarzenie. Zmęczona i zarazem podekscytowana poszłam spać. Byłam ciekawa co przyniesie jutrzejszy dzień.

środa, 5 listopada 2014

Prolog

Nigdy nie myślałam nad śmiercią. No ale nie ma co się dziwić. Przecież mam dopiero 16 lat. Mineły dwa miesiące odkąd moje życie diametralnie się zmieniło. Czy było warto? Napewno. W końcu znalazłam prawdziwą miłość. I własnie teraz muszę zginąć żeby moja miłosć mogła zyć. Boję sie o niego. Mam nadzieję, że się nie załamie i że nie bedzie szukał zemsty. Czekanie na morderce nie jest przyjemne. Nie dlatego, że wiem że zginę tylko dlatego że teraz jestem sama z moimi myślami i łzy momentalnie wypełniają moje oczy. Dlaczego nie może być tak jak do niedawna? Kiedy byłam szczęsliwa. Słyszę trzask i wiem, że już czas. Wiem, że to moje ostatnie sekundy życia. W moich ostatnich sekundach myslę o nim i ogarnia mnie fala bólu. Drzwi się otwierają i czuję, że juz nigdy go nie zobaczę. Strach paralizuje moje ciało i oślepia mnie jasne światło. To koniec … wiem to. 

Dedykacja

„Nie jesteś w moim typie tak samo jak ja nie jestem w twoim, ale właśnie dlatego jesteśmy dla siebie stworzeni. Jesteśmy tacy inni, a mimo wszystko tacy sami. Powiedziałaś mi kiedyś, że uzewnietrzniam wszystkie twoje najgorsze cechy, ty uzewnetrzniasz to, co jest we mnie najlepsze <3.“
Tą książkę dedykuję mojej Najlepszej Przyjaciółce Marceli. Moja kochana bardzo ci dziekuję za to, że zawsze byłaś kiedy cię potrzebowałam. Dziekuję ci za to, że pokazałaś mi co to znaczy być directionerką. Ale przede wszystkim dziekuję ci za wsparcie ktore mi dajesz. Dzięki twoim zachętom zaczęłam pisać. Bardzo ci dziekuję za to, że zmieniłaś moje życie … na lepsze.
Kc … <3


Bohaterowie


Jessica (Fox) Smith (16 l.) 
Wychowanka domu dziecka. 
Nigdy nie poznała swoich biologicznych rodziców.
Została adoptowana w swoje 16 urodziny przez Jude i Jordana Smith. 
Przyjaciele : 
Vanessa Collins 
Anne Hudson 
Amy Carter 
Edward Cullen
Jacob Black



Vanessa Collins (16 l.) 
Wychowanka domu dziecka. 
Straciła rodziców w wieku 11 lat.
Przyjaciele :
 Jess 
Anne Hudson (16 l.) 
Chodzi z Jess do jednej klasy 
Dziewczyna Zayna 
Przyjaciele : 
Jess 
Amy 
Amy Carter (16 l.)
Chodzi z Jess do jednej klasy 
Dziewczyna Liama 
Przyjaciele : 
Jess 
Anne
Jude Smith (35 l.)
Adopcyjna matka Jess 
Żona Jordana 
Jordan Smith (37 l.) 
Adopcyjny Ojciec Jess 
Mąż Jude 
Stacy Brown (17 l.) 
Nie lubi Jess 
Jest zauroczona Harrym 
Przyjaciele : 
Kristen 
Kristen Mitchel (17 l.) 
Nie lubi Jess 
Jest zauroczona Niallem 
Przyjaciele : 
Stacy 
Harry Styles (18 l.) 
Należy do kapeli "One Direction"
nie lubi związków, woli przelotne znajomości
Przyjaciele: 
Niall 
Zayn 
Liam
Louis
Niall Horan (17 l.) 
Należy do kapeli "One Direction" 
Przyjaciele: 
Harry 
Zayn 
Liam 
Louis 
Zayn Malik (17 l.) 
Należy do kapeli "One Direction" 
Chłopak Anne 
Przyjaciele :
Harry 
Niall 
Liam
Louis
Louis Tomlinson (17 l.) 
Należy do kapeli "One Direction"
Przyjaciele : 
Harry 
Niall 
Zayn
Liam
Liam Payne (18 l.)
Należy do kapeli "One Direction"
Chłopak Amy
Przyjaciele:
Harry 
Niall
Zayn 
Louis 
Edward Cullen (17 l.) 
Nie przepada za Harrym i jego paczką
Przyjaciele: 
Jess
Jacob
Jacob Black (16 l.)
Nie przepada za Harrym i jego paczką
Przyjaciele:
Jess 
Edward

poniedziałek, 3 listopada 2014

Hey hey :)

Moi drodzy czytelnicy!
Na początku chciałabym wam podziękować za to, że czytacie tego Bloga. Chciałabym się wam przedstawić żebyście czytając tego bloga mieli też pewien obraz Autorki.
Mam na imię Sarah i mieszkam w Berlinie. Mam 14 Lat i jestem Directioner od niedawna. Ale mimo wszystko kocham chłopaków nad życie. Interesuje się muzyką, literaturą i koszykówką.
Okey to by było chyba wszystko. Nic więcej mi jakoś do głowy nie przychodzi. :). Bardzo wam dziękuję za to, że jesteście bo bez was to co robię nie miałoby sensu. Dopiero zaczynam moją przygodę z bloggerem i tak szczerze to sama nigdy bym się na to nie zdecydowała ale dzięki mojej Najlepszej Przyjaciółce postanowiłam spróbować. 
Pamiętajcie, że was Kocham <3
Crazy Directioner

Obserwatorzy