niedziela, 28 grudnia 2014

Rozdział 5

Cztery miesiące później ...

"Szybko Jude bo się spóźnimy na samolot!", ponaglił swoją żonę Jordan. "Już jestem gotowa kochanie", powiedziała Jude wychodząc z sypialni. Nie wierzę, że minęły już cztery miesiące odkąd trafiłam do Jude i Jordana. W tym czasie bardzo się do siebie zbliżyliśmy. Nabyłam do nich duże zaufanie i traktuje ich jak przyjaciół. W tych miesiącach co weekend widziałam się z Vansessą. Bardzo nam siebie brakuję ale ja jestem zadowolona z Jude i Jordana a ona cieszy się moim szczęściem. Chociaż wiem, że ona sama chciałabym mieć na powrót rodzinę. Czuję, że nie minie wiele czasu aż zacznę do nich mówić "Mamo" i "Tato". Właśnie wybieramy się na wspólne wakacje na Grand Canarię. Chcę ich tak nazwać właśnie tam. Jude i Jordan są strasznie kochani. Okazują mi wiele miłości i sprawiają dużo fajnych prezentów. Kupili mi na przykład  fajne ubrania chociaż mówiłam im, że to niepotrzebne. Tak naprawdę bardzo się cieszyłam z tych ubrań ale już tak mam, że nigdy bym im tego nie powiedziała. W między czasie rodzice (muszę już zacząć się przyzwyczajać) zapisali mnie do szkoły. Będę chodzić do nowego liceum po wakacjach. Trochę się boję bo nikogo tam nie znam. No ale cóź tego nie da się chyba uniknąć. Moje rozmyślania przerwał głoś Jordana:"No to co. Jedziemy?" "Jasne" odpowiedziałam słabym głosem.

Pół godziny później znajdowaliśmy się już na lotnisku. Po raz pierwszy opuszczałam Anglię. Tyle rzeczy zmieniło się w moim życiu w tak krókim czasie. Mam teraz rodzinę, mam własny pokój .., ciekawe co jeszcze mnie czeka.

***
Nie ma w sumie co dużo mówić. Wakacje są fajne a Grand Canaria przepiękna. Ładni chłopcy i te sprawy. Dzisiaj mam się udać z rodzicami na małe zwiedzanie. Dzisiaj zamierzam ich oficiajnie nazwać moimi rodzicami.
Kiedy dotarliśmy już na klif i podziwialiśmy piękny zachód słońca zebrałam się na odwagę :"Jude, Jordan. Znamy się zaledwie kilka miesięcy ale naprawdę staliście się dla mnie ważni.", wzięłam głęboki oddech. "Mamo, Tato Kocham was.", powiedziałam patrząc na zachód słońca. Widziałam jak mamie stanęły łzy w oczach tak samo jak tacie. Oby dwoje mnie przytulili ale tylko mama się rozpłakała. Obaj nazwali mnie jeszcze swoją córką i powiedzieli, że mnie kochają. Tak samo jak mama wzruszyłam się. Na zakończenie dnia poszliśmy coś zjeść. Kolacja była wyśmienita! Po raz pierwszy jadłam homara mniam! Potem wróciliśmy do pokoi i musiałam się spakować bo niestety jutro już wracaliśmy.

***

No i takim sposobem znów byłam w Anglii. Trochę za nią tęskniłam ale klimat Grand Canarii bardziej mi odpowiadał. No cóź. Właśnie stałam przy odbiorze bagażu i grzebałam w torebce. Kiedy zobaczyłam mój bagaż zdjęłam go z taśmy. Wzięłam moją walizkę i nadal grzebiąc w torbie ruszyłam przed siebie. Nagle z kimś się zderzyłam i cała zawartość mojej torebki wylądowała na podłodzę. "No pieknie", jęknęłam. Dopiero teraz zobaczyłam na kogo wpadłam. Był to chłopak o zielonych oczach i ciemnych, brązowych lokach, W ręku trzymał swój portfel natomiast drugą rękę zacisnął na swojej walizce. Przyglądł mi się z wyraźnym rozbawieniem. Uśmiechnął się i przemówił:"Daj pomogę ci." Miał bardzo ładny głos. Był lekko zachrypnięty ale to dodawało mu  uroku i męskości. "Dzięki i przepraszam. Niezdara ze mnie." bąknęłam i szybko zaczęłam się oddalać kiedy zawartość mojej torebki wróciła na swoje miejsce. "Nie ma sprawy.", powiedział jeszcze nieznajomy. Był bardzo przystojny, miał piękny głos i do tego bardzo hipnotyzujące zielone oczy. Jess skup się! Widziałaś tego człowieka raz w życiu i raczej mało prawdopodobne jest to, że znowu go spotkasz.! Kiedy zobaczyłam moich rodziców uśmiechnęłam się ładnie i nic nie dałam po sobie poznać ... chyba. Wsiadłam do auta i zaczęliśmy jechać w stronę domu. Przez całą drogę nie mogłam przestać myśleć o tych zielonych oczach ..

*******************
!WAŻNE!
No i mamy 5 rozdział. Mi on się za bardzo nie podoba bo jest krótki i nie ma w nim opisów z wakacji i wgl z tych czterech miesięcy. Ale naprawdę nie chciałam pisać teraz jeszcze pięć rozdziałów z opisami bo ani mi ani wam nie sprawiłoby to przyjemności. Tak wiem, że mogłam chociaż opisać ich wakacje ale nie miałam ani ochoty ani weny żeby teraz tyle o tym pisać. Mam nadzieję, ze mimo tych brakujących opisów rozdział wam się spodoba. No i jest w końcu Harry więc będzie się działo :D nie zapomnijcie o komentarzach <3

środa, 24 grudnia 2014

Rozdział 4

Rano obudziłam się o 5.30, ponieważ tak już mam w zwyczaju. Na początku nie wiedziałam gdzie jestem. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że to już nie jest mój pokój który dzielę z innymi dziewczynami. To był mój własny pokój, na moim własnym piętrze w nowym domu który dzielę wraz z moją nową "rodziną". Od razu do mojej głowy napływają wydarzenia z ostatniego wieczoru. Moja urodziny, śniadanie z Vanessą, informacja że mam nową rodzinę, rozstanie z Vanni i ten przepiękny dom. Jestem bardzo zmęczona wydarzeniami ostatniego dnia i spędzam w łóżku jeszcze dobrą godzinę. W końcu uznaję, że dłuższe wylegiwanie się w łóżku nic nie da. Wstałam i podreptałam wraz z świeżymi ciuchami do mojej prywatnej łazienki. Nadal nie dociero do mnie to wszystko. Wydaję się to być snem z którego miałam się lada moment obudzić, Nic takiego się jednak nie działo ani przy kąpieli, ani przy suszeniu włosów. Poddałam się w końcu i uznałam to za jawę. Zaciekawiła mnie beżowa szafka obok umywalki i postanowiłam sprawdzić co się w niej znajduję. Doznałam nie małego szoku. Cała szafka była już urządzona! Znajdowały się w niej róźne produkty upiększające, produkty do zmywania makijażu itp itd. "Nieźle", szepnęłam sama do siebie. Postanowiłam skorzystać z okazji i pomalowałam sobie delikatnie rzęsy tuszem oraz nałożyłam odrobinę cienia do powiek. Ponieważ była sobota postanowiłam ubrać się w bluzę i leginsy. Włosy spiełam w niedbałego koka i zeszłam na śniadanie. Kiedy dotarłam do kuchni zegar wskazywał 7.15. Przy stolę zastałam już gotowe śniadanie. Były nim pancakesy. Bardzo się ucieszyłam, bo dawno ich nie jadłam. Kiedy Jude i Jordan mnie spostrzegli uśmiechneli się przyjaźnie. "Dzień Dobry droga Jess", odezwała się jako pierwsza Jude. "Dzień Dobry", odpowiedziałam również się uśmiechając. "Głodna?", zapytał tym razem Jordan. "Jeszcze jak", odpowiedziałam. Nie wiem dlaczego ale czułam się w ich towarzystwie dobrze. Czułam się tak, jabym rozmawiała z Vanni a nie z moimi adopcyjnymi rodzicami. Czyłam się przy nich jak przy starych znajomych których znałam całe życie. Nie wiem dlaczego ale tak właśnie było. Śniadanie zjedliśmy w milczeniu. Kiedy skończyłam jeść śniadanie Jordan przerwał ciszę. "Ehm Jess? Razem z Jude zastanawialiśmy się czy nie miałabyś ochoty ... wybrać się z nami na miasto czy coś w tym stylu...", zapytał Jordan wyraźnie skrępowany. Ogarnęło mnie dość dziwne uczucie. Nigdy się wcześniej nie zastanawiałam, jak na takie pytanie odpowiedzieć ba nie sądziłam, że kiedykolwiek znajdę się w takiej sytuacji! Odkąd poznałam vanni wyobrażałam sobie przyszłość następująco: ja kończę 18 lat w czerwcu wynoszę się z domu dziecka, szukam pracy oraz mieszkania a trzy miesiące później wprowadza się już pełnoletnia Vanni. "Wiesz, jeżeli nie masz ochoty albo chcesz odpocząć sama to nie ma problemu ..." z moich rozmyślań wyrwał mnie głos Jordana. No tak przecież zadał mi pytanie! Jess ogarnij się! "Nie nie chcę jechać. Wybacz po prostu się zamyśliłam.", powiedziałam szybko. "Okej. To co chciałabyś porobić, Jess?", zapytała radośnie Jude. Uśmiechała się jak zwykle promiennie. Ciężko było mi sobie wyobrażić ją bez tego pięknego uśmiechu. Na co ja takiego miałam ochotę? Po chwili namysłu powiedziałam:"W sumie to dawno nie byłam na jakieś dobrej komedii." lekko się przy tym uśmiechnęłam. "Okej. Jest 8. Możemy iść o 11 do kina a potem na jakiś obiad co wy na to?" powiedział Jordan. "Okej może być.", powiedziałam posyłając Jordanowi pół uśmiech. Jude klasnęła w ręce uradowana. "Ale się cieszę! Jess? Co byś chciała robić w między czasie ? Możesz odpocząć w swoim pokoju albo ... na przykład upiec ze mną ciasteczka." powiedziała Jude głosem przepełnionym nadzieją. W tym momencie odezwał się Jordan :"Jude skarbie spokojnie. Daj Jess trochę czasu dla siebie." "Och nie nie. W porządku Jordan. Chętnie upiekę z tobą ciasteczka Jude." powiedziałam szybko. Nie miałam ochoty siedzieć sama w pokoju i myśleć o Vanni. Wyraźnie zszokowani Państwo Smith popatrzeli na mnie. Widocznie nie spodziewali się tego, że tak chętnie chcę spędzać z nimi czas. Ja w sumie też. Ale szczerze są to bardzo mili i serdeczni ludzie. Może nawet zacznę ich nazywać kiedyś "Mamo" i "Tato". Ale do tego jest jeszcze czas. Jude i ja udałyśmy się do kuchni a Jordan do gabinetu. Zastanawiałam się czym się zajmują ale prędzej czy później miałam się tego dowiedzieć. Kiedy znalazłyśmy się w kuchni Jude zapytała mnie co chciałabym upiec. "Hmm a może tak ciasteczka czekoladowe?", zaproponowałam uśmiechając się. Oczy Jude momentalnie się rozjaśniły. "Świetny pomysł! Czekoladowe ciateczka są naaaaajpyszniejsze.", rozmarzyła się Jude. Nic nie poradzę na to, że lekko zachichotałam. "Nie śmiej się ze mnie!", powiedziała śmiejąc się Jude i lekko trzepnęła mnie ścierką. "Będę!" zaśmiałam się i jej oddałam. Jude również zaczęła się śmiać. "Czy ty mi wypowiadasz wojnę na ścierki?", zapytała śmiertalnie poważnie. "Tak.", odpowiedziałam. Tym samym została otwarta wojna na ścierki.
***
"Hmm ale pachnie", powiedziałam rozmarzona kiedy włożyłyśmy nasze ciateczka do pieca. "Co racja to racja", poparła mnie Jude. Pod czas pieczenia ciasteczek trochę dowiedziałam się o Jude a ona o mnie. Dowiedziałam się na przykład, że ma starsza siostrę i brata. I, że pracuję jako projektantka mody oraz krawcowa Jordan natomaist jest architektem. Jude bardzo lubi modę i muzykę. Z Jordanem są po ślubie już 15 lat. Ja z mojej strony opowiedziałam jej jak trafiłam do domu dziecka, o tym że nie znam (i raczej nigdy nie poznam) swoich biologicznych rodziców, o Vanni i o moich zainteresowaniach. Bardzo ją polubiłam. Kiedy wyjmowałysmy nasze ciasteczka z pieca jak na zawołanie do kuchni wparował Jordan. "Czuję ciastka!", zawołał radośnie i pocałował Jude krótko w usta. Muszę przyznać, że razem wyglądają bardzo słodko. Jude wyraźnie się zarumieniła. "To musi być prawdziwa miłość", pomyslałam. W końcu skoro Jude nadal rumieni się na jego pocałunki po tylu latach to musi coś znaczyć. "A więc", zaczął Jordan,"możemy obejrzeć 'the other woman'. Ma bardzo dobre recenzje." "Okej. Czyli zjemy ciatka, ogarniemy się i jedziemy?", zapytała Jude. "Mniej więcej. A potem możemy iść na Sushi co wy na to? Jess lubisz Sushi?", zapytał mnie Jordan jak zwykle prze uroczo się przy tym uśmiechając. "Szczerze to nigdy nie miałam okazji spróbować jak smakuje, Ale kiedyś musi być ten pierwszy raz", odpowiedziałam z uśmiechem. "Okej. Więc mamy jeszcze trochę ponad godziny. Może zjedzmy, ogarnijmy się i pojedziemy co wy na to?", zaproponowała Jude. "Jestem za!", powiedziałam podekscytowana.
***
"Ale świetny film!", powiedziałam nadal się śmiejąc. "Haha popieram!", powiedziała Jude równie rozbawiona co ja. "Okej śmieszki. Teraz Sushi!", wtrącił Jordan.
***
Po udanym dniu padłam wyczerpana na łóżko. Była dopiero 14 ale byłam zmęczona jak nigdy przedtem. I co by tutaj teraz robić. Nagle mnie olśniło. Przecież mam do dypozycji masę książek!!! Podniosłam się z łóżka pokonując kilka schodków. Kiedy już byłam na dole usłyszałam delikatne pukanie do drzwi. "Proszę!", powiedziałam. Do pokoju weszli Jude i Jordan. Zastanawiałam się czego mogli ode mnie chcieć. Widocznie miałam się zaraz dowiedzieć. "Słuchaj Jess, Niedługo będziesz szła do nowej szkoły. W niej raczej wszyscy będą posiadali telefon komórkowy. Nie chcemy abyś czuła się odnich gorsza więc ... proszę to dla Ciebie.", powiedział Jordan podając mi pudełko ze srebrnym jabułkiem. Byłam w szoku! Dostałam iPhona 5s!!! Tyle słyszałam o tym telefonie i strasznie o nim marzyłam. Kiedy go ropakowałam ukazało mi się złoto-srebrne cudo.


"Ja ... ja ... nawet nie wiem co powiedzieć. Dziękuję", powiedziałam po czym oboje uściskałam. 
Resztę dnia spędziłam na bawieniu się nowym telefonem i czytaniem .
*****************************

Hejka <3 Okej na początek przepraszam ale strasznie ciężko pisało mi się ten rozdział chociaż i tak ma bardzo mało opisów. Nie opisałam tylu rzeczy bo nie miałam ani chęci ani sił. Następny rozdział będzie mi się raczej łatwo pisał (domyślacie się już może dlaczego xD) i prawdopodobnie dodam go w piątek albo nawet jutro. Jestem nawet zadowolona z tego rozdziału chociaż i tak najlepsze przede mną. Kocham was miśkin moje. Mam nadzieję, że rozdział wam się spodoba i nie zapomnijcie o komentarzach. ponieważ one dodają mi motywacji <3 Wiem, że się powtarzam ale kocham was ;*



środa, 3 grudnia 2014

Rozdział 3

Do pokoju weszła pani Dyrektor i oznajmiła, że Państwo Smith przed chwilą przyjechali. W moim sercu znowu czułam tę pustkę. Powoli wstałam z łóźka i ruszyłam w kierunku mojej walizki. Pani Dyrektor opuściła nasz pokój a ja wraz z Vanessą i moją walizką podreptałyśmy za nią. Przez nasz krótki marsz Vanessa przez cały czas mocno trzymała mnie za rękę. Kiedy wyszłyśmy przed dom dziecka zobaczyłam Pana i Panią Smith przy srebrnym mercedesie. 
Vanessa zobaczyła moich nowych opiekunów i zbladła oraz ścisnęła moją rękę jeszcze mocniej niż przedtem (nawet nie wiedziałam, że jest to możliwe). Przestraszyłam się, ponieważ nigdy nie widziałam jej w takim stanie. Widząc moją zatroskaną minę próbowała się uśmiechnąć ale zamiast uśmiechu na jej twarzy pojawił się grymas bólu. Znowu spojrzałam na Państwa Smith. Stali już przy aucie i ewidentnie na coś czekali. Nagle zorientowałam się, że moja mała walizka już nie stoi po mojej lewej stronie tylko znajduję się najprawdopodobniej w bagażniku srebrnego mercedesa. Nie miałam ochoty żegnać się z Vanessą, ale robiło się już późno a Vanni musiała rano wcześnie wstać. Chcąc nie chcąc przytuliłam ją mocno do siebie i się rozpłakałam. Ona zresztą też. Stałyśmy tak przez dwie minuty kiedy w końcu niechętnie odsunęłam od Siebie moją ukochaną i jedyną przyjaciółkę. Szepnęłam jej do ucha jeszcze kilka słów na pożegnanie i wsiadłam do auta moich nowych opiekunów. Byłam bardzo zaskoczona kiedy spojrzałam na Panią Smith. Wsiadając do samochodu w jej oczach błyszczały łzy. Naprawdę aż tak wzruszyło ją nasze pożegnanie ? Najwyraźniej tak. Zanim odjechaliśmy ostatni raz spojrzałam na Vanessę. Przyżekam, że aż czułam jak moje serce rozpada się na milion kawałków. Była blada jak ściana, oczy miała nadal wypełnione łzami i czerwone. Na jej twarzy malował się smutek i niechęc do życia. Tak naprawdę to inaczej sobie wyobrażałam moją adopcję. W moich wyobrażeniach był to najcudowniejszy dzień w moim życiu. Ale teraz nie byłam szczęśliwa. No cóż musiałam się z tym pogodzić i jak najczęściej odwiedziać Vanni.
***

Po 20 minutach dotarliśmy na dzielnicę domków jedno rodzinnych. Przejechaliśmy jeszcze kilka metrów i zatrzymaliśmy się przed nowoczesnym białym domem. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Ten dom był jak z moich marzeń! 


Na chwilę nawet zapomniałam o Vanessie widząc ten przepiękny widok. Wysiadając o mało co nie potknęłam się o włąsne nogi! Pani Dyrektor naprawdę miała rację. Lepiej trafić nie mogłam. Oszołomiona weszłam za Panią Smith do domu. Pan Smith zaprowadził auto do garażu i po chwili zjawił się w przedpokoju z moimi walizkami. „Witamy w naszych skromnych progach!” ,oświadczyła Pani Smith. "No skromne to one na pewno nie są", pomyślałam sobie. „Too … Jude oprowadzisz Jess po domu? Ja mam jeszcze trochę pracy. Przy kolacji do was zajrzę.”, powiedział Pan Smith do swojej żony. „Jasne, skarbie. Idź w spokoju zająć się pracą. Ja się zajmę naszą Jess.” powiedziała promiennie Jude. Pan Smith kiwnął tylko głową po czym zniknął za jakimiś drzwiami po prawo. „To co Jess? Masz ochotę obejrzeć dom? Czy wolisz najpierw iść do swojego pokoju i wszystko uporządkować?”, zapytała troskliwie Jude. Nie przeszło mi jeszcze po pożegnaniu z Vanessą ale nie miałam ochoty siedzieć sama w pokoju i o tym myśleć więc się zgodziłam. Jude pisnęła uradowana jak małe dziecko i zaczęła mnie oporwadzać do domu. Najpierw pokazała mi kuchnię. Szafki w kucni Pani Smith były siemne i wykonane z drewna. Nie była to jakaś ekstra droga i nowoczesna kuchnia ale i tak mi się spodobała. 


Następny w kolejce był salon. W salonie na tylnej ścianie mieścił się telewizor a obok niego wieża stereo. Ściana za telewizorem bardzo mi się spodobała, ponieważ zawsze fascynowałam się takim czymś. Na środku salonu stała mała ława. Po prawo i po lewo od niej były jasne kanapy a przede mną stały jeszcze dwa ciemne fotele.


 Dalej Jude pokazała mi łazienkę. Łazienka zwaliła mnie z nóg. Była jasna z białą wanną oraz dwoma umywalkami. Na suficie wisiały dwa przepiękne żyrandole. Oszołomiona tą piękną łazienką nawet nie zauważyłam kiedy otworzyłam usta ze zdziwienia.


 Kiedy Jude to zobaczyła lekko zachichotała. „Mam rozumieć, że ci się podoba?”, zapytała wyraźnie rozbawiona. „Jest piękna!”, powiedziałam. Myślałam, że to sen. Tak, to na pewno był sen i rano ta piękna łazienka miała zniknąć. „Cieszę się, że ci się podoba. Mam jednak nadzieję, że twoja łazienka spodoba ci się bardziej niż ta”, powiedziała dumnie Jude. Moment, chwila, stop! Co ona przed chwilą powiedziała?! WŁASNA ŁAZIENKA? Ja naprawdę śnię. Na dole zostało już tylko jedno pomieszczenia mianowicie sypialnia Państwa Smith. Byłam jej bardzo ciekawa chociaż nawet nie wiem dlaczego. Kiedy Jude otwarła drzwi naprawdę się wzruszyłam. Sypialnia była idealna! Nie było w niej nic szczególnego. Mimo tego bardzo mnie urzekła. Sypialnia była raczej ciemna. Na jej środku stało łóżko a po jego brzegach dwie lampy nocne. Dalej był dostęp do biura Pana Smith w którym siedział. Normalny gabinet z kominkiem. Zaraz za łóżkiem znajdowały się kolejne drzwi do łazienki których w niej przedtem nie zauważyłam.


 Kiedy Pan Smith nas zobaczył, szeroko się uśmiechnął. Wstał i czule pocałował Jude. Ta była dość zaskoczona ale odwzajemniła pocaunek. „Jude, zrobię sobie krótką przerwę i razem pokażemy Jess resztę domu, cieszysz się?” zaytał Pan Smith. „Aiii Jordan to wspaniale!”, ucieszyła się Jude. Jude i Jordan byli naprawdę słodcy i bardzo ich polubiłam. Wyszliśmy z sypialni i poszliśmy na góre. Na górze znajdowały się cztery pomieszczenia. Po prawo mieściły się dwa, na w prost jedno a ostatnie pomieszczenie zajmowało całą lewą ścianę. „Słonce, witaj na swoim piętrze!” oświadczyła radośnie Jude. Zaraz... na moim PIĘTRZE?! Nieźle … Pierwszy pokój który znajdował się od razu przy schodach miał on kolor beżowo brązowy. Stało w nim łóźko, jasne meble oraz biały puszysty dywan. Z jego wyglądu wywnioskowałam, że jest to pokój gościnny. 


„To jest twój pokoik gościnny. Jak będziesz chciała zaprosić jakieś koleżanki i będzie wam u was w pokoju za ciasno to mogą spać tutaj”, powiedział Jordan z uśmiechem. Opuściliśmy pokój gościnny i udaliśmy się do pokoju obok. Jak się okazazało była to łazienka. Ale jaka! Moja łazienka (muszę przyznać, że brzmi to bardzo dziwnie) miała kolor beżowy. Znajdowały się w niej wanna, prysznic, mała szafka i dwie umywalki. 


„A oto twoja łazienka! Są tutaj dwie umywalki żebyś i ty i twoja koleżanka jak do Ciebie przyjdzie mogły zdążyć się ogarnąć”, powiedziała Jude puszczając mi oczko. „Tutaj natomiast masz wannę z hydro masażem oraz przysznic”, kontynuowała Jude. Wow. Nic więcej nie miałam do powiedzenia. Po chwili opuściliśmy moją łazienkę (nadal w to nie wierzę) i udaliśmy się do największego pokoju. Myślałam, że już nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć. Ale kiedy weszliśmy do najwiękeszego pokoju na moim piętrze zamarłam. Była to najprawdziwsza księgarnia! U mnie w domu. Na moim piętrze. Tyle książek. I były one … moje. Nie wierzyłam w to. Księgarnia była ogromna i bardzo przytulna. Miała dwa piętra i siedem dużych pułek z którycb tylko 3 były w pełni zapełnione.


 „A to Twoje osobiste miejsce do czytania i dokształcania się”, powiedział Jordan. „Sądziliśmy, że Ci się spodoba, ponieważ słyszeliśmy od pani dyrektor, że lubisz czytać”, dokończył. W tym momecie zrobiłam coś, czego nawet ja się nie spodziewałam. Ze łzami w oczach podeszłam do Jude i Jordana i po prostu ich przytuliłam. Byli wyraźnie zaskoczeni ale odwzajenmini mój uścisk. Moją psają było czytanie a ta księgarnia była najlepszym co mogło mi się przytrafic. Odkleiłam się od Jude i Jordana i razem udalismy się do ostatniego pokoju którego była najbardziej ciekawa. Weszliśmy i nawet nie wiem jak mam to opisać. Ale był piękny. Zdecydywanie o takim pokoju marzyła każda nastolatka. Mój pokój był roźowo czarny i chociaż nie specialnie lubiłam róźowy, pokój przypadł mi do gustu. Mój pokój miał duże okno na całą lewą ścianę z białą zasłoną. Przy nim stał regał na książki oraz biurko z krzesłem. Na biurku stały kwiaty i laptop. Nad nim wysiał napis „Dream”. Przez całą prawą ścianę rozciągała się szafa z wieloma półkami. Na jednej z nich stał telewizor a przed nim stały trzy fotele i mały stolik ozdobiony także wazonem z kwiatami. Na końcu stało moje piętrowe łóźko a na stopniach było napisane „believe, love, determination” i inne słowa motywacyjne. Przy suficie i przy moim łóźku leżały i dyndały balony. Na drugim końcu stała jeszcze biała szafa z czarnym napisem „Live your life”.


 Podziękowałam Jude i Jordanowi i zapytałam czy mogę już iść spać bo jestem bardzo zmęczona. Życzyli mi dobrej nocy i wyszli a ja poszłam tylko szybko się umyć po czym się przebrałąm i wskoczyłam do łóźka. Naprawdę byłam bardzo zmęczona. Nie myśląc wiele zasnęłam.

###################################

I mamy 3 rozdział <3. Przepraszam, że zajeło mi to tyle czasu ale opisy to zdecydowania nie moja działka. Ale na szczęście mam to już za sobą. Następny rozdział planuję dodać na Weekend. Zobaczymy co z tego wyjdzie :3. A narazie ... miłej lektury!

piątek, 21 listopada 2014

Rozdział 2

 Dzisiaj jest ten wielki dzień! Dzień moich 16 urodzin. Chociaż nie świętuję to i tak czuję, że ten dzień zmieni całe moje życie. Obudziłam się jak zwykle o 5.30. Vanessa jak zwykle spuściła swoją głowę z łóżka nade mną. „Wszyskiego najlepszego, Jess!” powiedziała Vanessa. „Dziękuję, ale przecież wiesz, że nie świętuję” odpowiedziałam jeszcze zaspana. „No wiem wiem. Ale nie mogłam się powstrzymać. No wiesz w końcu to twoja 16” powiedziała przepraszająco. „No wiem. Wybaczam ci” zaśmiałam się. Ubrałyśmy się w nasze ciuchy to znaczy Vanessa w szkolny mundurek a ja w „normalne” ciuchy. To taki prezent na urodziny. Zeszłyśmy na śniadanie odmówiłyśmy modlitwę po czym chciałyśmy iść na zajęcia. Jednak jedna z opiekunek poprosiła żebym udała się do biura Pani Dyrektor. Byłam bardzo zaskoczona, ponieważ jeszcze nigdy nie byłam w jej biurze. Mimo wszystko poszłam z opiekunką w stronę biura dyrektorki posyłając Vanessie zdezorniętowane spojrzenie. W odpowiedzi posłała mi uśmiech i bezgłośnie „nie martw się”. Nim się obejrzałam stałam wraz z opiekunką przed drzwiami dyrektorki. Nieśmiało zapukałam a kiedy usłyszałam „Proszę” niepewnie otworzyłam ciężkie drzwi do biura naszej dyrektorki. Wchodząc do środka byłam wystraszona, ponieważ nie wiedziałam co mnie czeka. Moje przypuszczenia niestety się potwierdziły. W biurze Pani dyrektor zastałam jakieś małżeństwo. Już się domyślałam co mnie czeka ale za chiny nie chciałam w to uwierzyć. Kiedy Pani dyrektor mnie zauważyła serdecznie się uśmiechnęła. „Witaj Jess. Wszytkiego Najlepszego! Mam dla Ciebie pewną niespodziankę. Poznaj proszę Panią i Pana Smith. Ci mili Państwo chcielby cię zaadoptować.” powiedziała podekscytowana. W tym samym momencie moi nowi opiekunowie popatrzyli z uśmiechem na mnie. Mnie niestety nie było stać na uśmiech. Poprostu byłam zszokowana. Z jednej strony zawsze marzyłam o tym aby mieć rodziców. Z drugiej jednak strony nie mogłam przecież zostawić Vanessy tak po prostu tutaj. W końcu była dla mnie jak siostra której nigdy nie miałam. „Wiem, że to dla ciebie trudna sytuacja.” tymi słowami zostałam wyrwana z moich przemyśleń. Zajeło mi chwilę aby zrealizować kto to mówił. Zanim zdążyłam o czym kolwiek się zorientować głos mówił dalej: „Zapewne masz tutaj przyjaciół z którymi się związałaś.” dopiero teraz dotarło do mnie, że to Pani Smith ze mną rozmawia. „Ale chcemy stworzyć z tobą rodzinę. Naprawdę dużo czasu zajęła nam walka o Ciebie i uwierz mi, że ja tak łatwo nie odpuszczam.” usiechnęła się słodko moja jakby matka. Dziwnie było usłyszeć od kogoś innego niż Vanessa, że im na mnie zależy. W głosie Pani Smith nie było jednak ani cienia ironii czy też zawachania. Nie wiem dlaczego ale spodobała mi się. A ja nie należe do osób które wyrabiają sobie o kimś zdanie po jednej wypowiedzi. Jestem raczej nie ufna ale nie wiedzieć dlaczego Pani Smith od razu obdarzyłam zaufaniem. „Dokładnie” odezwał się Pan Smith „więc podpiszemy papiery i przyjedziemy po Ciebie wieczorem. Wiem, że to mało czasu na pożegnanie się z przyjaciółmi i mam nadzieję, że nam go wybaczysz. Oczywiście nie będziemy mieli nic przeciwko temu żebyś się spotykała z nimi po tym jak z nami zamieszkasz. Oczwiście o ile to dobre towarzystwo. Ale raczej masz same dobre koleżanki więc nie widzę problemu” poinformował mnie Pan Smith. Od niego również biła miłość, wspołczucie oraz życzliwość. Wydawał się w porządku chociaż i tak wiedziałam, że z Panią Smith będę miała lepszy kontakt. Chwila … dlaczego ja do cholery teraz myślę o nich skoro powinnam była już dawno zalana łzami powiedzieć o wszystkim Vanessie? Chyba nadal jestem w szoku. Tak to jest jedyne logiczne wyjaśnienie. Nieśmiało próbowałam się uśmiechnąć ale nie wyszło mi to najlepiej, ponieważ zamiast uśmiechu na mojej twarzy malował się grymas. Pani dyrektor pożegnała mnie informując, że Państwo Smith przyjadą po mnie o 19. Kiedy znalazłam się poza zasięgiem wzroku kogokolwiek z biura w którym przed chwilą byłam zalałam się gorzkimi łzami.


Po około 15 minutach postanwiłam poprosić Panią dyrektor aby zwolniła Vanni z lekcji żebyśmy się mogły w spokoju pożegnać i spędzić mój ostatni dzień tutaj razem. Już drugi raz tego dnia stanęłam przed ciężkimi drzwiami do biura Pani dyrektor. Zapukałam i weszłam dopiero kiedy usłyszałam „proszę”. Zastałam Panią dyrektor siedzącą przy papierach. Kiedy mnie zobaczyła uśmiechnęła się i zapytała w czym może mi pomóc. Szybko przedstawiłam jej swoją prośbę na którą chętnie przystała. Jednak szybko dodała „Jess … wiem, że teraz się może nie cieszysz ale kiedyś będziesz wdzięczna losowi za to, że dał ci drugą szansę. Może trochę późno ale ważne, że ją dostałaś. Wiele dzieci nie ma takiego szczęścia jak ty. Naprawdę nie mogłaś lepiej trafic. Znam Państa Smith osobiście i to bardzo dobrzy ludzie. Jeszcze raz Cię proszę doceń to.” byłam pod wraźeniem jej słów. Głównie dlatego, że kompletnie nie spodziewałam się tego po mojej Pani dyrektor. Wiem, że ma rację i naprawdę zamierzałam być dla nich uprzejma. Ale naprawdę nie teraz. Teraz nie wiem co o tym i o nich myśleć bo to wszystko stało się naprawdę znienacka. Nie chciałam jednak opowiadać teraz o tym wszystkim Pani dyrektor więc odpowiedziałam tylko cichym głosem: „Tak wiem. Naprawdę to doceniam”. W odpowiedzi dyrektorka posłała mi swój najpiękniejszy uśmiech. „Bardzo się cieszę, że tak to widzisz. Wiedziałam, że jesteś mądrą dziewczynką. Możesz już iść do swojego pokoju. Powiem Vanessie osobiście, że czekasz na nią w pokoju , dobrze?” „Tak jest. Dowidzenia” powiedziałam i nie czekając na odpowiedź udałam się prosto do pokoju. Usiadłam na łóżku i przez chwilę zastanawiałam się co tak naprawdę teraz czuję. Nie potrafiłam tego określić, ponieważ najzwyczajniej w świecie nie czułam nic. Czułam wielką pustkę. Westchnęłam i podniosłam się z łóźka. Spod niego wyciągnęłam małą walizkę i zaczęłam pakować do niej swoje rzeczy. Ledwo co zauważyłam Vanessę wpadającą do pokoju z zatroskaniem wymalownym na twarzy. Już chciała coś powiedzieć kiedy jej wzrok spoczął na mojej małej walizce. W mgnieniu oka jej zatroskanie zmieniło się w smutek. Momentalnie jej oczy wypełniły łzy i zrezygnowana usiadła na moim łóźku. Teraz już nie czułam pustki lecz przeraźliwy ból któy rozdzierał mi serce. Usiadłam koło niej i nie mówiąc ani słowa przytuliłam ją mocno do Siebie. Łzy ciekły po moim policzku tak samo jak po policzku mojej przyjaciółki. Siedziałyśmy tak dobre 20 minut nie mogąc się uspokoić. Jednak musiałyśmy wziąć się w garść. W końcu to, że będziemy rozpaczać nieczego już nie zmieni. Wypuściłam moją Vanni z ramion i otarłam łzy. Po czym zabrałam głos „Moja droga. Proszę Cię nie płacz. Mi też jest bardzo ciężko, bo nie wyobrażam Sobie życia bez Ciebie. W ciągu tych pięciu lat stałaś się dla mnie czymś w rodzaju siostry którą mogłam Sobie sama wybrać. Pamiętaj też o tym, że nieważne gdzie będę mieszkać albo gdzie będę chodzić do szkoły i tak będę do Ciebie przychodzić w każdej wolnej chwili. Pamiętaj, że Cię kocham. Nigdy nie wolno ci o tym zapomnieć.” powiedziałam dość ochrypłym głosem. Vanessa tylko wolno pokiwała głową i jeszcze raz mocno mnie przytuliła. Tym razem tylko krótko ale mocno. Kiedy mnie puściła pociągnęła jeszcze kilka razy nosem po czym spojrzała mi prosto w oczy i uśmiechnęła się smutno. Spojrzałam no nią pytająco a ona po chwili powiedziała mi o co chodzi. „Kochanie moje. Wiem, że jestem dla Ciebie ważna. Tylko … teraz będziesz miała swoje życie. Rodzinę, nowych znajomych może nawet chłopaka. Prawdę mówiąc wiem, że prędzej czy poźniej o mnie zapomnisz. Wiem, że na początku będziesz się starać mnie odwiedzać. Ale z czasem o mnie zapomnisz.” Mowiąc ostatnie słowa swojej krótkiej przemowy z trudem powstrzymywała łzy. Nie mogłam uwierzyć, jak mogło jej w ogóle coś takiego przyjść do głowy! Momentalnie zerwałam się z łóźka czym zyskałam zaskoczone spojrzenie Vanni. Zaskoczyła ją chyba moja gwałtowna reakcja. „Vanesso naprawdę nie wiem jak możesz w ogóle tak myśleć! Przyjaźnimy się już wystarczająco długo i myślałam, że wiesz jak ważna jesteś w moim życiu. Powinnaś wiedzieć, że niewyobrażam sobie życia bez Ciebie.” upokoiłam się trochę i usiadłam na łóźko zanim skończyłam swoją wypowiedź. „Słuchaj. Wiem, że boisz się zostać tutaj sama. Ale przysięgam Ci na moje własne życie, że zapomne o Tobie dopiero w grobie.” W oczach Vanessy po raz kolejny tego dnia pojawiły się łzy. Jednak tym razem były one efektem wzruszenia.

Kiedy już skończyłyśmy pakować moją walizkę (nie miałam zbyt dużo rzecz więc szybko się uwinęłyśmy) postanowiłyśmy spędzić ten dzień na naszej ławce. Nie chciałyśmy robić nic szczególnego. Kiedy usiadłyśmy na ławce Vanni chciała wiedzieć co myślę o moich rodzicach bo tak chyba można ich nazwać. „Znasz mnie i wiesz, że jestem dość nieufna. Nie oceniam zazwyczaj ludzi na podstawie jednej wypowiedźi czy jednego spotkania. Ale nie wiem dlaczego nawet mi się spodobali. Byli tacy mili, życzliwi i współczujący. Nie wiem dlaczego ale obdarzyłam ich pewną miarą zaufania. Czy dobrze zrobiłam czy nie przekonamy się z czasem.” Vanessa przysłuchiwała mi się z uwagą i pewną rodzaju pasją. Kiedy skończyłam lekko się uśmiechnęła. „Jess. Wiem, że jesteś nieufna ale może czas to zmienić. Może dzięki tej adopcji nareszcie zaczniesz ufać ludziom.” przez chwilę milczałyśmy. Sama nie wiedziałam co mam o tym myśleć. Może rzeczywiście miałam dzięki tej adopcji się zmienić na lepsze? Nagle naszą ciszę przerwała Vanni. „Jess? Proszę Cię obiecaj mi jedno.” Bez namysłu szybko odpowiedziałam: „Co tylko zechcesz.” Byłam trochę zaskoczona ale ufałam Vanni w 100 %. „Obiecaj mi” kontynuowała „że po tym jak zamieszkasz z Państwem Smith i pójdziesz do nowej szkoły nie będziesz zamknięta na ludzi. Obiecaj, że znajdziesz sobie przyjaciół albo chociaż znajomych. Obiecaj mi, że będziesz szczęśliwa.” Popatrzyłam jej prosto w zaszklone oczy i wyszeptałam „Obiecuję” po czym rzuciłam jej się na szyję i nie mogąc powstrzymać emocji rozpłakałam się. Ze wzruszenia.

Reszta dnia minęła nam dość miło. Starałyśmy się nie myśleć o tym, że to mój ostatni dzień tutaj. Śmiałyśmy się, rozmawiałyśmy i wygupiałyśmy. Nie trwało to jednak zbyt długo. Czas bardzo szybko zleciał i nim się obejrzałam była już 18.50. Nasz dobry humor gdzieś wyparował. Po prostu siedziałysmy na moim łóźku i gapiłyśmy się w ściane. W pewnym momencie postanowiłam sensownie wykorzystać te 10 minut które nam zostało więc podeszłam do mojej Przyjaciółki i moooocno ją przytuliłam. Oczywiście nie obyło się bez płaczu. Chociaż nie to nawet nie był płacz tylko szloch przynajmniej ze strony Vanessy. Nie widziałam co się dzieję. Wiedziałam, że jestem dla niej ważna. Ale teraz nie płakała tylko dlatego, że odchodzę. Wiedziałam to. Odsunęłam się lekko od niej i spojrzałam jej prosto w oczy. W nich zobaczyłam rozpacz, miłość oraz żal. Wiedziałam, że nie chodzi tylko o mnie. Czułam to. „Vanni. Co się dzieję?” zapytałam miękim głosem. Nie odpowiedziała mi od razu. Najpierw wytała łzy i wzięła parę głębszych oddechów. Cierpliwie czekałam na jej odpowiedź. W końcu zabrała głos był on lekko ochrypły od płaczu ale nic sobie z tego nie robiła. „Jess. Nie chcę żebyś mnie źle zrozumiała. Po prostu odkąd Cię poznałam czuję, że mam siostrę i w pewnym sensie taką moją małą Rodzinę. Teraz kiedy odchodzisz … czuję, że coś we mnie umiera. Ale wiem, że znasz mnie za dobrze i wiesz, że nie tylko dlatego rozpaczam.” popatrzyła na mnie ostrożnie. Kiwnęłam tylko zachęcająco głową a ona wzięła kolejny głęboki oddech. „Kiedy zobaczyłam Cię dzisiaj z tą walizką poczułam wielki smutek … i lęk. Pamiętasz jakie miałyśmy plany? Po 18 ty się wyprowadzasz i szukamy mieszkania a ja do Ciebie dołączam jak skończę 18 lat. Kiedy się dowiedziałam, że zostałaś adoptowana to … poczułam lęk, że …  będziesz wolała zostać u nich niż mieszkać ze mną. Poczułam też … pewnego rodzajugo rozczarowanie bo … sama chciałabym mieć tyle szczęścia.” powiedziała Vanessa przepraszającym tonem. Odruchowo przytuliłam przyjaciółkę a ta zaskoczona odwzajemniła to. „N .. ni nie jesteś z .. zła?” wydukała. Zaśmiałam się delikatnie i odsunęłam przyjaciółkę tak, żeby móc patrzeć jej w oczy. „Oczywiście, że nie głuptasie. Rozumiem jak się czujesz. Też bym się pewnie tak czuła. Posłuchaj nigdy nie trać wiary. Zawsze może zdarzyć się cud tak jak ze mną. A co do mieszkanie nie zmieniłam zdania i adopcja niczego tutaj nie zmienia.” zapewniłam ją. W tym samym momencie do naszego pokoju ktoś zapukał. Spojrzałyśmy na siebie i wiedziałyśmy, że już czas …

niedziela, 9 listopada 2014

Rozdział 1

Kiedy się obudziłam była 5.30. Zaspana otarłam oczy i zobaczyłam, że inne dziewczyny też się budzą. Dzień jak codzień. Usłyszałam głos Vanessy i od razu się uśmiechnęłam. "Dzień dobry kocie." powiedziała i z puściła swoje piękne blond włosy i spojrzała na mnie niebieskimi oczami. Vanessa to moja najlepsza przyjaciółka tutaj w domu dziecka. Razem chodzimy na zajęcia, jemy obiady i zasypiamy. Poznałyśmy się 5 lat temu. Kiedy Vanessa tutaj trafiła była bardzo nieśmiała i nie umiała nawiązywać nowych znajomości. Więc do niej podeszłam i zaproponowałam wspólną zabawę lalkami. Zgodziła się i od tamtej pory jesteśmy nierozłączne. Moim zdaniem mam bardzo ładną przyjaciółkę. Ahh tak bardzo ją kocham i tym bardziej jej współczuję, że tutaj trafiła. Vanessa trafiła tutaj, kiedy jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym. A ponieważ nie miała żadnej innej rodziny trafiła tutaj. Ale teraz ma mnie. A co do mojej historii to ... w sumie nigdy nie miałam rodziców. Wychowałam się tutaj. Nikt nigdy o tym ze mną nie rozmawia. Ja sama nie wiele wiem o swojej przeszłości. Wiem tylko tyle, że kiedy miałam dwa miesiące ktoś oddał mnie do okienka życia wraz z dokładną datą moich urodzin oraz imieniem. "Jess no chodź bo się spóźnimy na śniadanie." ponagliła mnie Vanessa. "Już idę" odpowiedziałam uśmiechając się w jej kierunku. Szybko ubrałam się więc w mój szkolny mundurek i zeszłam z Vanni na śniadanie. Po odmówieniu modlitwy zjadłyśmy coś i poszyłśmy na zajęcia.

Po długim dniu nauki mamy czas na chwilę relaksu. Postanowiłyśmy więc spędzić nasz wolny czas na naszej ławce. Rozmawiałyśmy bardzo długo aż w końcu zrobiło się ciemno i musiałyśmy iść spać. Po wejściu do środka zaczęłam przygotowywać się do jutrzejszego dnia. Był to bowiem dzień moich 16 urodzin i chociaż nie świętowałam urodzin to i tak było to dla mnie duże wydarzenie. Zmęczona i zarazem podekscytowana poszłam spać. Byłam ciekawa co przyniesie jutrzejszy dzień.

środa, 5 listopada 2014

Prolog

Nigdy nie myślałam nad śmiercią. No ale nie ma co się dziwić. Przecież mam dopiero 16 lat. Mineły dwa miesiące odkąd moje życie diametralnie się zmieniło. Czy było warto? Napewno. W końcu znalazłam prawdziwą miłość. I własnie teraz muszę zginąć żeby moja miłosć mogła zyć. Boję sie o niego. Mam nadzieję, że się nie załamie i że nie bedzie szukał zemsty. Czekanie na morderce nie jest przyjemne. Nie dlatego, że wiem że zginę tylko dlatego że teraz jestem sama z moimi myślami i łzy momentalnie wypełniają moje oczy. Dlaczego nie może być tak jak do niedawna? Kiedy byłam szczęsliwa. Słyszę trzask i wiem, że już czas. Wiem, że to moje ostatnie sekundy życia. W moich ostatnich sekundach myslę o nim i ogarnia mnie fala bólu. Drzwi się otwierają i czuję, że juz nigdy go nie zobaczę. Strach paralizuje moje ciało i oślepia mnie jasne światło. To koniec … wiem to. 

Dedykacja

„Nie jesteś w moim typie tak samo jak ja nie jestem w twoim, ale właśnie dlatego jesteśmy dla siebie stworzeni. Jesteśmy tacy inni, a mimo wszystko tacy sami. Powiedziałaś mi kiedyś, że uzewnietrzniam wszystkie twoje najgorsze cechy, ty uzewnetrzniasz to, co jest we mnie najlepsze <3.“
Tą książkę dedykuję mojej Najlepszej Przyjaciółce Marceli. Moja kochana bardzo ci dziekuję za to, że zawsze byłaś kiedy cię potrzebowałam. Dziekuję ci za to, że pokazałaś mi co to znaczy być directionerką. Ale przede wszystkim dziekuję ci za wsparcie ktore mi dajesz. Dzięki twoim zachętom zaczęłam pisać. Bardzo ci dziekuję za to, że zmieniłaś moje życie … na lepsze.
Kc … <3


Bohaterowie


Jessica (Fox) Smith (16 l.) 
Wychowanka domu dziecka. 
Nigdy nie poznała swoich biologicznych rodziców.
Została adoptowana w swoje 16 urodziny przez Jude i Jordana Smith. 
Przyjaciele : 
Vanessa Collins 
Anne Hudson 
Amy Carter 
Edward Cullen
Jacob Black



Vanessa Collins (16 l.) 
Wychowanka domu dziecka. 
Straciła rodziców w wieku 11 lat.
Przyjaciele :
 Jess 
Anne Hudson (16 l.) 
Chodzi z Jess do jednej klasy 
Dziewczyna Zayna 
Przyjaciele : 
Jess 
Amy 
Amy Carter (16 l.)
Chodzi z Jess do jednej klasy 
Dziewczyna Liama 
Przyjaciele : 
Jess 
Anne
Jude Smith (35 l.)
Adopcyjna matka Jess 
Żona Jordana 
Jordan Smith (37 l.) 
Adopcyjny Ojciec Jess 
Mąż Jude 
Stacy Brown (17 l.) 
Nie lubi Jess 
Jest zauroczona Harrym 
Przyjaciele : 
Kristen 
Kristen Mitchel (17 l.) 
Nie lubi Jess 
Jest zauroczona Niallem 
Przyjaciele : 
Stacy 
Harry Styles (18 l.) 
Należy do kapeli "One Direction"
nie lubi związków, woli przelotne znajomości
Przyjaciele: 
Niall 
Zayn 
Liam
Louis
Niall Horan (17 l.) 
Należy do kapeli "One Direction" 
Przyjaciele: 
Harry 
Zayn 
Liam 
Louis 
Zayn Malik (17 l.) 
Należy do kapeli "One Direction" 
Chłopak Anne 
Przyjaciele :
Harry 
Niall 
Liam
Louis
Louis Tomlinson (17 l.) 
Należy do kapeli "One Direction"
Przyjaciele : 
Harry 
Niall 
Zayn
Liam
Liam Payne (18 l.)
Należy do kapeli "One Direction"
Chłopak Amy
Przyjaciele:
Harry 
Niall
Zayn 
Louis 
Edward Cullen (17 l.) 
Nie przepada za Harrym i jego paczką
Przyjaciele: 
Jess
Jacob
Jacob Black (16 l.)
Nie przepada za Harrym i jego paczką
Przyjaciele:
Jess 
Edward

poniedziałek, 3 listopada 2014

Hey hey :)

Moi drodzy czytelnicy!
Na początku chciałabym wam podziękować za to, że czytacie tego Bloga. Chciałabym się wam przedstawić żebyście czytając tego bloga mieli też pewien obraz Autorki.
Mam na imię Sarah i mieszkam w Berlinie. Mam 14 Lat i jestem Directioner od niedawna. Ale mimo wszystko kocham chłopaków nad życie. Interesuje się muzyką, literaturą i koszykówką.
Okey to by było chyba wszystko. Nic więcej mi jakoś do głowy nie przychodzi. :). Bardzo wam dziękuję za to, że jesteście bo bez was to co robię nie miałoby sensu. Dopiero zaczynam moją przygodę z bloggerem i tak szczerze to sama nigdy bym się na to nie zdecydowała ale dzięki mojej Najlepszej Przyjaciółce postanowiłam spróbować. 
Pamiętajcie, że was Kocham <3
Crazy Directioner

Obserwatorzy