Cztery miesiące później ...
"Szybko Jude bo się spóźnimy na samolot!", ponaglił swoją żonę Jordan. "Już jestem gotowa kochanie", powiedziała Jude wychodząc z sypialni. Nie wierzę, że minęły już cztery miesiące odkąd trafiłam do Jude i Jordana. W tym czasie bardzo się do siebie zbliżyliśmy. Nabyłam do nich duże zaufanie i traktuje ich jak przyjaciół. W tych miesiącach co weekend widziałam się z Vansessą. Bardzo nam siebie brakuję ale ja jestem zadowolona z Jude i Jordana a ona cieszy się moim szczęściem. Chociaż wiem, że ona sama chciałabym mieć na powrót rodzinę. Czuję, że nie minie wiele czasu aż zacznę do nich mówić "Mamo" i "Tato". Właśnie wybieramy się na wspólne wakacje na Grand Canarię. Chcę ich tak nazwać właśnie tam. Jude i Jordan są strasznie kochani. Okazują mi wiele miłości i sprawiają dużo fajnych prezentów. Kupili mi na przykład fajne ubrania chociaż mówiłam im, że to niepotrzebne. Tak naprawdę bardzo się cieszyłam z tych ubrań ale już tak mam, że nigdy bym im tego nie powiedziała. W między czasie rodzice (muszę już zacząć się przyzwyczajać) zapisali mnie do szkoły. Będę chodzić do nowego liceum po wakacjach. Trochę się boję bo nikogo tam nie znam. No ale cóź tego nie da się chyba uniknąć. Moje rozmyślania przerwał głoś Jordana:"No to co. Jedziemy?" "Jasne" odpowiedziałam słabym głosem.
Pół godziny później znajdowaliśmy się już na lotnisku. Po raz pierwszy opuszczałam Anglię. Tyle rzeczy zmieniło się w moim życiu w tak krókim czasie. Mam teraz rodzinę, mam własny pokój .., ciekawe co jeszcze mnie czeka.
***
Nie ma w sumie co dużo mówić. Wakacje są fajne a Grand Canaria przepiękna. Ładni chłopcy i te sprawy. Dzisiaj mam się udać z rodzicami na małe zwiedzanie. Dzisiaj zamierzam ich oficiajnie nazwać moimi rodzicami.
Kiedy dotarliśmy już na klif i podziwialiśmy piękny zachód słońca zebrałam się na odwagę :"Jude, Jordan. Znamy się zaledwie kilka miesięcy ale naprawdę staliście się dla mnie ważni.", wzięłam głęboki oddech. "Mamo, Tato Kocham was.", powiedziałam patrząc na zachód słońca. Widziałam jak mamie stanęły łzy w oczach tak samo jak tacie. Oby dwoje mnie przytulili ale tylko mama się rozpłakała. Obaj nazwali mnie jeszcze swoją córką i powiedzieli, że mnie kochają. Tak samo jak mama wzruszyłam się. Na zakończenie dnia poszliśmy coś zjeść. Kolacja była wyśmienita! Po raz pierwszy jadłam homara mniam! Potem wróciliśmy do pokoi i musiałam się spakować bo niestety jutro już wracaliśmy.
***
No i takim sposobem znów byłam w Anglii. Trochę za nią tęskniłam ale klimat Grand Canarii bardziej mi odpowiadał. No cóź. Właśnie stałam przy odbiorze bagażu i grzebałam w torebce. Kiedy zobaczyłam mój bagaż zdjęłam go z taśmy. Wzięłam moją walizkę i nadal grzebiąc w torbie ruszyłam przed siebie. Nagle z kimś się zderzyłam i cała zawartość mojej torebki wylądowała na podłodzę. "No pieknie", jęknęłam. Dopiero teraz zobaczyłam na kogo wpadłam. Był to chłopak o zielonych oczach i ciemnych, brązowych lokach, W ręku trzymał swój portfel natomiast drugą rękę zacisnął na swojej walizce. Przyglądł mi się z wyraźnym rozbawieniem. Uśmiechnął się i przemówił:"Daj pomogę ci." Miał bardzo ładny głos. Był lekko zachrypnięty ale to dodawało mu uroku i męskości. "Dzięki i przepraszam. Niezdara ze mnie." bąknęłam i szybko zaczęłam się oddalać kiedy zawartość mojej torebki wróciła na swoje miejsce. "Nie ma sprawy.", powiedział jeszcze nieznajomy. Był bardzo przystojny, miał piękny głos i do tego bardzo hipnotyzujące zielone oczy. Jess skup się! Widziałaś tego człowieka raz w życiu i raczej mało prawdopodobne jest to, że znowu go spotkasz.! Kiedy zobaczyłam moich rodziców uśmiechnęłam się ładnie i nic nie dałam po sobie poznać ... chyba. Wsiadłam do auta i zaczęliśmy jechać w stronę domu. Przez całą drogę nie mogłam przestać myśleć o tych zielonych oczach ..
*******************
!WAŻNE!
No i mamy 5 rozdział. Mi on się za bardzo nie podoba bo jest krótki i nie ma w nim opisów z wakacji i wgl z tych czterech miesięcy. Ale naprawdę nie chciałam pisać teraz jeszcze pięć rozdziałów z opisami bo ani mi ani wam nie sprawiłoby to przyjemności. Tak wiem, że mogłam chociaż opisać ich wakacje ale nie miałam ani ochoty ani weny żeby teraz tyle o tym pisać. Mam nadzieję, ze mimo tych brakujących opisów rozdział wam się spodoba. No i jest w końcu Harry więc będzie się działo :D nie zapomnijcie o komentarzach <3
niedziela, 28 grudnia 2014
środa, 24 grudnia 2014
Rozdział 4
Rano obudziłam się o 5.30, ponieważ tak już mam w zwyczaju. Na początku nie wiedziałam gdzie jestem. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że to już nie jest mój pokój który dzielę z innymi dziewczynami. To był mój własny pokój, na moim własnym piętrze w nowym domu który dzielę wraz z moją nową "rodziną". Od razu do mojej głowy napływają wydarzenia z ostatniego wieczoru. Moja urodziny, śniadanie z Vanessą, informacja że mam nową rodzinę, rozstanie z Vanni i ten przepiękny dom. Jestem bardzo zmęczona wydarzeniami ostatniego dnia i spędzam w łóżku jeszcze dobrą godzinę. W końcu uznaję, że dłuższe wylegiwanie się w łóżku nic nie da. Wstałam i podreptałam wraz z świeżymi ciuchami do mojej prywatnej łazienki. Nadal nie dociero do mnie to wszystko. Wydaję się to być snem z którego miałam się lada moment obudzić, Nic takiego się jednak nie działo ani przy kąpieli, ani przy suszeniu włosów. Poddałam się w końcu i uznałam to za jawę. Zaciekawiła mnie beżowa szafka obok umywalki i postanowiłam sprawdzić co się w niej znajduję. Doznałam nie małego szoku. Cała szafka była już urządzona! Znajdowały się w niej róźne produkty upiększające, produkty do zmywania makijażu itp itd. "Nieźle", szepnęłam sama do siebie. Postanowiłam skorzystać z okazji i pomalowałam sobie delikatnie rzęsy tuszem oraz nałożyłam odrobinę cienia do powiek. Ponieważ była sobota postanowiłam ubrać się w bluzę i leginsy. Włosy spiełam w niedbałego koka i zeszłam na śniadanie. Kiedy dotarłam do kuchni zegar wskazywał 7.15. Przy stolę zastałam już gotowe śniadanie. Były nim pancakesy. Bardzo się ucieszyłam, bo dawno ich nie jadłam. Kiedy Jude i Jordan mnie spostrzegli uśmiechneli się przyjaźnie. "Dzień Dobry droga Jess", odezwała się jako pierwsza Jude. "Dzień Dobry", odpowiedziałam również się uśmiechając. "Głodna?", zapytał tym razem Jordan. "Jeszcze jak", odpowiedziałam. Nie wiem dlaczego ale czułam się w ich towarzystwie dobrze. Czułam się tak, jabym rozmawiała z Vanni a nie z moimi adopcyjnymi rodzicami. Czyłam się przy nich jak przy starych znajomych których znałam całe życie. Nie wiem dlaczego ale tak właśnie było. Śniadanie zjedliśmy w milczeniu. Kiedy skończyłam jeść śniadanie Jordan przerwał ciszę. "Ehm Jess? Razem z Jude zastanawialiśmy się czy nie miałabyś ochoty ... wybrać się z nami na miasto czy coś w tym stylu...", zapytał Jordan wyraźnie skrępowany. Ogarnęło mnie dość dziwne uczucie. Nigdy się wcześniej nie zastanawiałam, jak na takie pytanie odpowiedzieć ba nie sądziłam, że kiedykolwiek znajdę się w takiej sytuacji! Odkąd poznałam vanni wyobrażałam sobie przyszłość następująco: ja kończę 18 lat w czerwcu wynoszę się z domu dziecka, szukam pracy oraz mieszkania a trzy miesiące później wprowadza się już pełnoletnia Vanni. "Wiesz, jeżeli nie masz ochoty albo chcesz odpocząć sama to nie ma problemu ..." z moich rozmyślań wyrwał mnie głos Jordana. No tak przecież zadał mi pytanie! Jess ogarnij się! "Nie nie chcę jechać. Wybacz po prostu się zamyśliłam.", powiedziałam szybko. "Okej. To co chciałabyś porobić, Jess?", zapytała radośnie Jude. Uśmiechała się jak zwykle promiennie. Ciężko było mi sobie wyobrażić ją bez tego pięknego uśmiechu. Na co ja takiego miałam ochotę? Po chwili namysłu powiedziałam:"W sumie to dawno nie byłam na jakieś dobrej komedii." lekko się przy tym uśmiechnęłam. "Okej. Jest 8. Możemy iść o 11 do kina a potem na jakiś obiad co wy na to?" powiedział Jordan. "Okej może być.", powiedziałam posyłając Jordanowi pół uśmiech. Jude klasnęła w ręce uradowana. "Ale się cieszę! Jess? Co byś chciała robić w między czasie ? Możesz odpocząć w swoim pokoju albo ... na przykład upiec ze mną ciasteczka." powiedziała Jude głosem przepełnionym nadzieją. W tym momencie odezwał się Jordan :"Jude skarbie spokojnie. Daj Jess trochę czasu dla siebie." "Och nie nie. W porządku Jordan. Chętnie upiekę z tobą ciasteczka Jude." powiedziałam szybko. Nie miałam ochoty siedzieć sama w pokoju i myśleć o Vanni. Wyraźnie zszokowani Państwo Smith popatrzeli na mnie. Widocznie nie spodziewali się tego, że tak chętnie chcę spędzać z nimi czas. Ja w sumie też. Ale szczerze są to bardzo mili i serdeczni ludzie. Może nawet zacznę ich nazywać kiedyś "Mamo" i "Tato". Ale do tego jest jeszcze czas. Jude i ja udałyśmy się do kuchni a Jordan do gabinetu. Zastanawiałam się czym się zajmują ale prędzej czy później miałam się tego dowiedzieć. Kiedy znalazłyśmy się w kuchni Jude zapytała mnie co chciałabym upiec. "Hmm a może tak ciasteczka czekoladowe?", zaproponowałam uśmiechając się. Oczy Jude momentalnie się rozjaśniły. "Świetny pomysł! Czekoladowe ciateczka są naaaaajpyszniejsze.", rozmarzyła się Jude. Nic nie poradzę na to, że lekko zachichotałam. "Nie śmiej się ze mnie!", powiedziała śmiejąc się Jude i lekko trzepnęła mnie ścierką. "Będę!" zaśmiałam się i jej oddałam. Jude również zaczęła się śmiać. "Czy ty mi wypowiadasz wojnę na ścierki?", zapytała śmiertalnie poważnie. "Tak.", odpowiedziałam. Tym samym została otwarta wojna na ścierki.
***
"Hmm ale pachnie", powiedziałam rozmarzona kiedy włożyłyśmy nasze ciateczka do pieca. "Co racja to racja", poparła mnie Jude. Pod czas pieczenia ciasteczek trochę dowiedziałam się o Jude a ona o mnie. Dowiedziałam się na przykład, że ma starsza siostrę i brata. I, że pracuję jako projektantka mody oraz krawcowa Jordan natomaist jest architektem. Jude bardzo lubi modę i muzykę. Z Jordanem są po ślubie już 15 lat. Ja z mojej strony opowiedziałam jej jak trafiłam do domu dziecka, o tym że nie znam (i raczej nigdy nie poznam) swoich biologicznych rodziców, o Vanni i o moich zainteresowaniach. Bardzo ją polubiłam. Kiedy wyjmowałysmy nasze ciasteczka z pieca jak na zawołanie do kuchni wparował Jordan. "Czuję ciastka!", zawołał radośnie i pocałował Jude krótko w usta. Muszę przyznać, że razem wyglądają bardzo słodko. Jude wyraźnie się zarumieniła. "To musi być prawdziwa miłość", pomyslałam. W końcu skoro Jude nadal rumieni się na jego pocałunki po tylu latach to musi coś znaczyć. "A więc", zaczął Jordan,"możemy obejrzeć 'the other woman'. Ma bardzo dobre recenzje." "Okej. Czyli zjemy ciatka, ogarniemy się i jedziemy?", zapytała Jude. "Mniej więcej. A potem możemy iść na Sushi co wy na to? Jess lubisz Sushi?", zapytał mnie Jordan jak zwykle prze uroczo się przy tym uśmiechając. "Szczerze to nigdy nie miałam okazji spróbować jak smakuje, Ale kiedyś musi być ten pierwszy raz", odpowiedziałam z uśmiechem. "Okej. Więc mamy jeszcze trochę ponad godziny. Może zjedzmy, ogarnijmy się i pojedziemy co wy na to?", zaproponowała Jude. "Jestem za!", powiedziałam podekscytowana.
***
"Ale świetny film!", powiedziałam nadal się śmiejąc. "Haha popieram!", powiedziała Jude równie rozbawiona co ja. "Okej śmieszki. Teraz Sushi!", wtrącił Jordan.
***
Po udanym dniu padłam wyczerpana na łóżko. Była dopiero 14 ale byłam zmęczona jak nigdy przedtem. I co by tutaj teraz robić. Nagle mnie olśniło. Przecież mam do dypozycji masę książek!!! Podniosłam się z łóżka pokonując kilka schodków. Kiedy już byłam na dole usłyszałam delikatne pukanie do drzwi. "Proszę!", powiedziałam. Do pokoju weszli Jude i Jordan. Zastanawiałam się czego mogli ode mnie chcieć. Widocznie miałam się zaraz dowiedzieć. "Słuchaj Jess, Niedługo będziesz szła do nowej szkoły. W niej raczej wszyscy będą posiadali telefon komórkowy. Nie chcemy abyś czuła się odnich gorsza więc ... proszę to dla Ciebie.", powiedział Jordan podając mi pudełko ze srebrnym jabułkiem. Byłam w szoku! Dostałam iPhona 5s!!! Tyle słyszałam o tym telefonie i strasznie o nim marzyłam. Kiedy go ropakowałam ukazało mi się złoto-srebrne cudo.
***
"Hmm ale pachnie", powiedziałam rozmarzona kiedy włożyłyśmy nasze ciateczka do pieca. "Co racja to racja", poparła mnie Jude. Pod czas pieczenia ciasteczek trochę dowiedziałam się o Jude a ona o mnie. Dowiedziałam się na przykład, że ma starsza siostrę i brata. I, że pracuję jako projektantka mody oraz krawcowa Jordan natomaist jest architektem. Jude bardzo lubi modę i muzykę. Z Jordanem są po ślubie już 15 lat. Ja z mojej strony opowiedziałam jej jak trafiłam do domu dziecka, o tym że nie znam (i raczej nigdy nie poznam) swoich biologicznych rodziców, o Vanni i o moich zainteresowaniach. Bardzo ją polubiłam. Kiedy wyjmowałysmy nasze ciasteczka z pieca jak na zawołanie do kuchni wparował Jordan. "Czuję ciastka!", zawołał radośnie i pocałował Jude krótko w usta. Muszę przyznać, że razem wyglądają bardzo słodko. Jude wyraźnie się zarumieniła. "To musi być prawdziwa miłość", pomyslałam. W końcu skoro Jude nadal rumieni się na jego pocałunki po tylu latach to musi coś znaczyć. "A więc", zaczął Jordan,"możemy obejrzeć 'the other woman'. Ma bardzo dobre recenzje." "Okej. Czyli zjemy ciatka, ogarniemy się i jedziemy?", zapytała Jude. "Mniej więcej. A potem możemy iść na Sushi co wy na to? Jess lubisz Sushi?", zapytał mnie Jordan jak zwykle prze uroczo się przy tym uśmiechając. "Szczerze to nigdy nie miałam okazji spróbować jak smakuje, Ale kiedyś musi być ten pierwszy raz", odpowiedziałam z uśmiechem. "Okej. Więc mamy jeszcze trochę ponad godziny. Może zjedzmy, ogarnijmy się i pojedziemy co wy na to?", zaproponowała Jude. "Jestem za!", powiedziałam podekscytowana.
***
"Ale świetny film!", powiedziałam nadal się śmiejąc. "Haha popieram!", powiedziała Jude równie rozbawiona co ja. "Okej śmieszki. Teraz Sushi!", wtrącił Jordan.
***
Po udanym dniu padłam wyczerpana na łóżko. Była dopiero 14 ale byłam zmęczona jak nigdy przedtem. I co by tutaj teraz robić. Nagle mnie olśniło. Przecież mam do dypozycji masę książek!!! Podniosłam się z łóżka pokonując kilka schodków. Kiedy już byłam na dole usłyszałam delikatne pukanie do drzwi. "Proszę!", powiedziałam. Do pokoju weszli Jude i Jordan. Zastanawiałam się czego mogli ode mnie chcieć. Widocznie miałam się zaraz dowiedzieć. "Słuchaj Jess, Niedługo będziesz szła do nowej szkoły. W niej raczej wszyscy będą posiadali telefon komórkowy. Nie chcemy abyś czuła się odnich gorsza więc ... proszę to dla Ciebie.", powiedział Jordan podając mi pudełko ze srebrnym jabułkiem. Byłam w szoku! Dostałam iPhona 5s!!! Tyle słyszałam o tym telefonie i strasznie o nim marzyłam. Kiedy go ropakowałam ukazało mi się złoto-srebrne cudo.
"Ja ... ja ... nawet nie wiem co powiedzieć. Dziękuję", powiedziałam po czym oboje uściskałam.
Resztę dnia spędziłam na bawieniu się nowym telefonem i czytaniem .
*****************************
Hejka <3 Okej na początek przepraszam ale strasznie ciężko pisało mi się ten rozdział chociaż i tak ma bardzo mało opisów. Nie opisałam tylu rzeczy bo nie miałam ani chęci ani sił. Następny rozdział będzie mi się raczej łatwo pisał (domyślacie się już może dlaczego xD) i prawdopodobnie dodam go w piątek albo nawet jutro. Jestem nawet zadowolona z tego rozdziału chociaż i tak najlepsze przede mną. Kocham was miśkin moje. Mam nadzieję, że rozdział wam się spodoba i nie zapomnijcie o komentarzach. ponieważ one dodają mi motywacji <3 Wiem, że się powtarzam ale kocham was ;*
środa, 3 grudnia 2014
Rozdział 3
Do
pokoju weszła pani Dyrektor i oznajmiła, że Państwo Smith przed
chwilą przyjechali. W moim sercu znowu czułam tę pustkę. Powoli
wstałam z łóźka i ruszyłam w kierunku mojej walizki. Pani
Dyrektor opuściła nasz pokój a ja wraz z Vanessą i moją walizką
podreptałyśmy za nią. Przez nasz krótki marsz Vanessa przez cały
czas mocno trzymała mnie za rękę. Kiedy wyszłyśmy przed dom
dziecka zobaczyłam Pana i Panią Smith przy srebrnym mercedesie. 

Vanessa zobaczyła moich nowych opiekunów i zbladła oraz ścisnęła
moją rękę jeszcze mocniej niż przedtem (nawet nie wiedziałam, że jest to możliwe). Przestraszyłam się, ponieważ nigdy nie
widziałam jej w takim stanie. Widząc moją zatroskaną minę
próbowała się uśmiechnąć ale zamiast uśmiechu na jej twarzy
pojawił się grymas bólu. Znowu spojrzałam na Państwa Smith. Stali
już przy aucie i ewidentnie na coś czekali. Nagle zorientowałam
się, że moja mała walizka już nie stoi po mojej lewej stronie
tylko znajduję się najprawdopodobniej w bagażniku srebrnego
mercedesa. Nie miałam ochoty żegnać się z Vanessą, ale robiło się
już późno a Vanni musiała rano wcześnie wstać. Chcąc nie chcąc
przytuliłam ją mocno do siebie i się rozpłakałam. Ona zresztą
też. Stałyśmy tak przez dwie minuty kiedy w końcu niechętnie
odsunęłam od Siebie moją ukochaną i jedyną przyjaciółkę.
Szepnęłam jej do ucha jeszcze kilka słów na pożegnanie i
wsiadłam do auta moich nowych opiekunów. Byłam bardzo zaskoczona
kiedy spojrzałam na Panią Smith. Wsiadając do samochodu w jej
oczach błyszczały łzy. Naprawdę aż tak wzruszyło ją nasze
pożegnanie ? Najwyraźniej tak. Zanim odjechaliśmy ostatni raz
spojrzałam na Vanessę. Przyżekam, że aż czułam jak moje serce
rozpada się na milion kawałków. Była blada jak ściana, oczy
miała nadal wypełnione łzami i czerwone. Na jej twarzy malował
się smutek i niechęc do życia. Tak naprawdę to inaczej sobie
wyobrażałam moją adopcję. W moich wyobrażeniach był to
najcudowniejszy dzień w moim życiu. Ale teraz nie byłam
szczęśliwa. No cóż musiałam się z tym pogodzić i jak
najczęściej odwiedziać Vanni.
***
Po
20 minutach dotarliśmy na dzielnicę domków jedno rodzinnych.
Przejechaliśmy jeszcze kilka metrów i zatrzymaliśmy się przed
nowoczesnym białym domem. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Ten
dom był jak z moich marzeń!
Na chwilę nawet zapomniałam o
Vanessie widząc ten przepiękny widok. Wysiadając o mało co nie
potknęłam się o włąsne nogi! Pani Dyrektor naprawdę miała
rację. Lepiej trafić nie mogłam. Oszołomiona weszłam za Panią
Smith do domu. Pan Smith zaprowadził auto do garażu i po chwili
zjawił się w przedpokoju z moimi walizkami. „Witamy w naszych
skromnych progach!” ,oświadczyła Pani Smith. "No skromne to one na
pewno nie są", pomyślałam sobie. „Too … Jude oprowadzisz Jess po
domu? Ja mam jeszcze trochę pracy. Przy kolacji do was zajrzę.”,
powiedział Pan Smith do swojej żony. „Jasne, skarbie. Idź w
spokoju zająć się pracą. Ja się zajmę naszą Jess.”
powiedziała promiennie Jude. Pan Smith kiwnął tylko głową po
czym zniknął za jakimiś drzwiami po prawo. „To co Jess? Masz
ochotę obejrzeć dom? Czy wolisz najpierw iść do swojego pokoju i
wszystko uporządkować?”, zapytała troskliwie Jude. Nie przeszło
mi jeszcze po pożegnaniu z Vanessą ale nie miałam ochoty siedzieć
sama w pokoju i o tym myśleć więc się zgodziłam. Jude pisnęła
uradowana jak małe dziecko i zaczęła mnie oporwadzać do domu.
Najpierw pokazała mi kuchnię. Szafki w kucni Pani Smith były
siemne i wykonane z drewna. Nie była to jakaś ekstra droga i
nowoczesna kuchnia ale i tak mi się spodobała.
Następny w kolejce
był salon. W salonie na tylnej ścianie mieścił się telewizor a
obok niego wieża stereo. Ściana za telewizorem bardzo mi się
spodobała, ponieważ zawsze fascynowałam się takim czymś. Na
środku salonu stała mała ława. Po prawo i po lewo od niej były
jasne kanapy a przede mną stały jeszcze dwa ciemne fotele.
Dalej
Jude pokazała mi łazienkę. Łazienka zwaliła mnie z nóg. Była
jasna z białą wanną oraz dwoma umywalkami. Na suficie wisiały dwa
przepiękne żyrandole. Oszołomiona tą piękną łazienką nawet
nie zauważyłam kiedy otworzyłam usta ze zdziwienia.
Kiedy Jude to
zobaczyła lekko zachichotała. „Mam rozumieć, że ci się
podoba?”, zapytała wyraźnie rozbawiona. „Jest piękna!”,
powiedziałam. Myślałam, że to sen. Tak, to na pewno był sen i
rano ta piękna łazienka miała zniknąć. „Cieszę się, że ci
się podoba. Mam jednak nadzieję, że twoja łazienka spodoba ci się
bardziej niż ta”, powiedziała dumnie Jude. Moment, chwila, stop!
Co ona przed chwilą powiedziała?! WŁASNA ŁAZIENKA? Ja naprawdę
śnię. Na dole zostało już tylko jedno pomieszczenia mianowicie
sypialnia Państwa Smith. Byłam jej bardzo ciekawa chociaż nawet
nie wiem dlaczego. Kiedy Jude otwarła drzwi naprawdę się
wzruszyłam. Sypialnia była idealna! Nie było w niej nic
szczególnego. Mimo tego bardzo mnie urzekła. Sypialnia była raczej
ciemna. Na jej środku stało łóżko a po jego brzegach dwie lampy
nocne. Dalej był dostęp do biura Pana Smith w którym siedział.
Normalny gabinet z kominkiem. Zaraz za łóżkiem znajdowały się
kolejne drzwi do łazienki których w niej przedtem nie zauważyłam.
Kiedy Pan Smith nas zobaczył, szeroko się uśmiechnął. Wstał i
czule pocałował Jude. Ta była dość zaskoczona ale odwzajemniła
pocaunek. „Jude, zrobię sobie krótką przerwę i razem pokażemy
Jess resztę domu, cieszysz się?” zaytał Pan Smith. „Aiii
Jordan to wspaniale!”, ucieszyła się Jude. Jude i Jordan byli
naprawdę słodcy i bardzo ich polubiłam. Wyszliśmy z sypialni i
poszliśmy na góre. Na górze znajdowały się cztery pomieszczenia.
Po prawo mieściły się dwa, na w prost jedno a ostatnie
pomieszczenie zajmowało całą lewą ścianę. „Słonce, witaj na
swoim piętrze!” oświadczyła radośnie Jude. Zaraz... na moim
PIĘTRZE?! Nieźle … Pierwszy pokój który znajdował się od razu
przy schodach miał on kolor beżowo brązowy. Stało w nim łóźko,
jasne meble oraz biały puszysty dywan. Z jego wyglądu
wywnioskowałam, że jest to pokój gościnny.
„To jest twój
pokoik gościnny. Jak będziesz chciała zaprosić jakieś koleżanki
i będzie wam u was w pokoju za ciasno to mogą spać tutaj”,
powiedział Jordan z uśmiechem. Opuściliśmy pokój gościnny i
udaliśmy się do pokoju obok. Jak się okazazało była to łazienka.
Ale jaka! Moja łazienka (muszę przyznać, że brzmi to bardzo
dziwnie) miała kolor beżowy. Znajdowały się w niej wanna,
prysznic, mała szafka i dwie umywalki.
„A oto twoja łazienka! Są
tutaj dwie umywalki żebyś i ty i twoja koleżanka jak do Ciebie
przyjdzie mogły zdążyć się ogarnąć”, powiedziała Jude
puszczając mi oczko. „Tutaj natomiast masz wannę z hydro masażem
oraz przysznic”, kontynuowała Jude. Wow. Nic więcej nie miałam
do powiedzenia. Po chwili opuściliśmy moją łazienkę (nadal w to
nie wierzę) i udaliśmy się do największego pokoju. Myślałam, że
już nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć. Ale kiedy weszliśmy do
najwiękeszego pokoju na moim piętrze zamarłam. Była to
najprawdziwsza księgarnia! U mnie w domu. Na moim piętrze. Tyle
książek. I były one … moje. Nie wierzyłam w to. Księgarnia
była ogromna i bardzo przytulna. Miała dwa piętra i siedem dużych
pułek z którycb tylko 3 były w pełni zapełnione.
„A to Twoje
osobiste miejsce do czytania i dokształcania się”, powiedział
Jordan. „Sądziliśmy, że Ci się spodoba, ponieważ słyszeliśmy
od pani dyrektor, że lubisz czytać”, dokończył. W tym momecie
zrobiłam coś, czego nawet ja się nie spodziewałam. Ze łzami w
oczach podeszłam do Jude i Jordana i po prostu ich przytuliłam.
Byli wyraźnie zaskoczeni ale odwzajenmini mój uścisk. Moją psają
było czytanie a ta księgarnia była najlepszym co mogło mi się
przytrafic. Odkleiłam się od Jude i Jordana i razem udalismy się
do ostatniego pokoju którego była najbardziej ciekawa. Weszliśmy i
nawet nie wiem jak mam to opisać. Ale był piękny. Zdecydywanie o
takim pokoju marzyła każda nastolatka. Mój pokój był roźowo
czarny i chociaż nie specialnie lubiłam róźowy, pokój przypadł
mi do gustu. Mój pokój miał duże okno na całą lewą ścianę z
białą zasłoną. Przy nim stał regał na książki oraz biurko z
krzesłem. Na biurku stały kwiaty i laptop. Nad nim wysiał napis
„Dream”. Przez całą prawą ścianę rozciągała się szafa z
wieloma półkami. Na jednej z nich stał telewizor a przed nim stały
trzy fotele i mały stolik ozdobiony także wazonem z kwiatami. Na
końcu stało moje piętrowe łóźko a na stopniach było napisane
„believe, love, determination” i inne słowa motywacyjne. Przy
suficie i przy moim łóźku leżały i dyndały balony. Na drugim
końcu stała jeszcze biała szafa z czarnym napisem „Live your
life”.
Podziękowałam Jude i Jordanowi i zapytałam czy mogę już
iść spać bo jestem bardzo zmęczona. Życzyli mi dobrej nocy i
wyszli a ja poszłam tylko szybko się umyć po czym się przebrałąm
i wskoczyłam do łóźka. Naprawdę byłam bardzo zmęczona. Nie
myśląc wiele zasnęłam.
###################################
I mamy 3 rozdział <3. Przepraszam, że zajeło mi to tyle czasu ale opisy to zdecydowania nie moja działka. Ale na szczęście mam to już za sobą. Następny rozdział planuję dodać na Weekend. Zobaczymy co z tego wyjdzie :3. A narazie ... miłej lektury!
###################################
I mamy 3 rozdział <3. Przepraszam, że zajeło mi to tyle czasu ale opisy to zdecydowania nie moja działka. Ale na szczęście mam to już za sobą. Następny rozdział planuję dodać na Weekend. Zobaczymy co z tego wyjdzie :3. A narazie ... miłej lektury!
Subskrybuj:
Posty (Atom)









