piątek, 24 kwietnia 2015

Rozdział 11

Harry's POV :
Co do ... ?
-Jess? Jess! Obudź się!- wrzasnąłem przerażony cały czas nerwowo potrząsając dziewczyną. Kto do niej dzwonił? Czego chciał? I dlaczego ona do cholery zemdlała?! To są chyba jakieś jaja! Czuje się jak w kiepskim filmie. Powoli wracała mi zimna krew i postanowiłem przenieść Jess na kanapę. Następnie udałem się do kuchni po mokry ręcznik. Cały czas starałem się ją ocucić i dopiero po pięciu długich minutach blada dziewczyna, o czarnych włosach oraz różowych ustach (niczym Królewna Śnieżka) pomału się budziła. Wzrok miała zamglony i zdezorientowany. Chciała wstać ale delikatnie znów ułożyłem ją na kanapę.
-Jess? Jak się czujesz ? - zapytałem tak delikatnie jak tylko potrafiłem.
-Harry? C... co się stało?- zapytała cicho (niemal szeptem) Jess.
-Nic nie pamiętasz ?- zapytałem z niepokojem.
-Daj mi chwilę.- poprosiła Jessica.
Mina dziewczyny zdradzała, że ewidentnie stara sobie coś przypomnieć.
-Zadzwonił telefon. Odebrałam a potem ... nie wiem co się stało. Obudziłam się na kanapie. Harry czy ja zemdlałam ?- zapytała z paniką Jess.
-Tak. Chcesz jechać do szpitala ?- zapytałem.
-Nie. Nic się nie stało. To napewno przez stres.- powiedziała Jessica już głośniej pomału podnosząc się do pozycji siedzącej. Chciałem ją powstrzymać ale dała mi znak ręką, że jest w porządku. Skoro tak uważała ...
Jess's POV :
Ciemność. Tylko o tym mogłam myśleć. Miejsce w którym się znalazłam było ciemne i ciepłe. Za nic w świecie nie chciałam go opuszczać bo było mi tutaj bardzo dobrze. Czy ja umarłam ? Czy tak właśnie wygląda śmierć ? Nie, nie mogłam umrzeć. Robiło się coraz jaśniej więc chyba jeszcze żyłam . Byłam zła. Nie chciałam opuszczać tego miejsca. Było mi tutaj tak ciepło i miło. Jednak w jednym momencie wszystko się zmieniło. Dlaczego ? Bo usłyszałam swoje imię. Moje imię zostało wypowiedziane z bólem, paniką i ... ten piękny głos. Kto mnie woła ? Do kogo należy tak śliczny głos? Harry! To Harry mnie wołał! Było coraz jaśniej aż w końcu się obudziłam. Pierwszą rzeczą którą zobaczyłam były te piękne zielone oczy. Jak dwa szmaragdy wpatrywały się we mnie. W tych jakże pięknych oczach było widać najpierw panikę i rozpacz którą jednak po chwili zastąpiła ulga i pewnego rodzaju szczęście.
****
Po krótkiej wymianie zdań w końcu przypomniałam sobie wszystko. Ja z Harrym na kanapie, przerwany pocałunek, telefon, groźby.
-Napewno nie chcesz jechać do szpitala?- zapytał Harry już chyba po raz trzeci. W między czasie zrobił mi herbatę oraz owinął kocem.Chyba nadal nie był przekonany, że wszystko ze mną w porządku. Uśmiechnęłam się lekko.
-Naprawdę Harry. Już wszystko okay.- powiedziałam ziewając.
-Jesteś zmęczona?- zapytał troskliwie Harry.
-Tak. Sama nie wiem czemu. Nie powinnam być zmęczona. Przecież ... - nie zdążyłam dokończyć bo Harry mi przerwał.
-Spokojnie. To napewno nic takiego. Chcesz to zaniosę cię na górę i sobie pójdę.- zasugerował Harry.
-Nie chcę mi się jeszcze spać. I tak muszę zaczekać na rodziców. Poza tym zaraz pewnie mi minie to zmęczenie. W końcu trzeba ugotować jakiś obiad.- powiedziałam wstając z kanapy.
-Pomożesz mi?- zwróciłam się do Harrego.
-Oczywiście miladie.- powiedział z ukłonem Harry po czym podszedł do mnie.
***
Przy gotowaniu duuużo się śmialiśmy i wygłupialiśmy. Parę razy jeszcze oberwałam mąką a on jajkiem. Teraz ja miałam białe włosy i fartuszek a on jajko we włosach i na twarzy. Ale obiad wyszedł nam całkiem dobry. Poszliśmy się wykąpać (ja na górze a Harry na dole) po czym nakryliśmy do stołu.
-Harry?- zapytałam niepewnie.
-Tak?- zapytał chłopak patrząc w moim kierunku.
-Wiesz uhm myślałam sobie,że może uhm chcesz .... ehhh zostać na kolacji?- powiedziałam z wielkim wysiłkiem. Harry uśmiechnął się łobuzersko a ja spłonęłam rumieńcami. Wpatrywałam się w podłogę i czekałam na jakąkolwiek odpowiedź. Nagle Harry podszedł do mnie i chwycił mnie za podbródek tak, żebym patrzyła mu prosto w oczy. Byłam nim strasznie onieśmielona. Po patrzył mi głęboko w oczy i wyszeptał :
- Z wielką przyjemnością.-
Kiedy poczułam jego oddech zrobiło mi się słabo. Pachniał miętą i był tak idealny jak na filmach. I znowu nasze usta dzieliły centymetry ...
*******
aaaaaaa no i co? :D jak się podoba?
ps. wszystko przez presję takiego jednego ludzia (ta osoba będzie wiedzieć że o nią chodzi :3) ale to chyba dobrze ?
Kocham!!

1 komentarz:

  1. Ehh te wyczekiwanie.. ale jest dobre .Jasne ,ze dobrze, czasem presja jest dobra :) Zycze dalszej weny :*

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy