Dzisiaj
jest ten wielki dzień! Dzień moich 16 urodzin. Chociaż nie
świętuję to i tak czuję, że ten dzień zmieni całe moje życie.
Obudziłam się jak zwykle o 5.30. Vanessa jak zwykle spuściła
swoją głowę z łóżka nade mną. „Wszyskiego najlepszego,
Jess!” powiedziała Vanessa. „Dziękuję, ale przecież wiesz, że
nie świętuję” odpowiedziałam jeszcze zaspana. „No wiem wiem.
Ale nie mogłam się powstrzymać. No wiesz w końcu to twoja 16”
powiedziała przepraszająco. „No wiem. Wybaczam ci” zaśmiałam
się. Ubrałyśmy się w nasze ciuchy to znaczy Vanessa w szkolny
mundurek a ja w „normalne” ciuchy. To taki prezent na urodziny.
Zeszłyśmy na śniadanie odmówiłyśmy modlitwę po czym chciałyśmy
iść na zajęcia. Jednak jedna z opiekunek poprosiła żebym udała
się do biura Pani Dyrektor. Byłam bardzo zaskoczona, ponieważ
jeszcze nigdy nie byłam w jej biurze. Mimo wszystko poszłam z
opiekunką w stronę biura dyrektorki posyłając Vanessie
zdezorniętowane spojrzenie. W odpowiedzi posłała mi uśmiech i
bezgłośnie „nie martw się”. Nim się obejrzałam stałam wraz
z opiekunką przed drzwiami dyrektorki. Nieśmiało zapukałam a
kiedy usłyszałam „Proszę” niepewnie otworzyłam ciężkie
drzwi do biura naszej dyrektorki. Wchodząc do środka byłam
wystraszona, ponieważ nie wiedziałam co mnie czeka. Moje
przypuszczenia niestety się potwierdziły. W biurze Pani dyrektor
zastałam jakieś małżeństwo. Już się domyślałam co mnie czeka
ale za chiny nie chciałam w to uwierzyć. Kiedy Pani dyrektor mnie
zauważyła serdecznie się uśmiechnęła. „Witaj Jess. Wszytkiego
Najlepszego! Mam dla Ciebie pewną niespodziankę. Poznaj proszę
Panią i Pana Smith. Ci mili Państwo chcielby cię zaadoptować.”
powiedziała podekscytowana. W tym samym momencie moi nowi
opiekunowie popatrzyli z uśmiechem na mnie. Mnie niestety nie było
stać na uśmiech. Poprostu byłam zszokowana. Z jednej strony zawsze
marzyłam o tym aby mieć rodziców. Z drugiej jednak strony nie
mogłam przecież zostawić Vanessy tak po prostu tutaj. W końcu
była dla mnie jak siostra której nigdy nie miałam. „Wiem, że to
dla ciebie trudna sytuacja.” tymi słowami zostałam wyrwana z
moich przemyśleń. Zajeło mi chwilę aby zrealizować kto to mówił.
Zanim zdążyłam o czym kolwiek się zorientować głos mówił
dalej: „Zapewne masz tutaj przyjaciół z którymi się związałaś.”
dopiero teraz dotarło do mnie, że to Pani Smith ze mną rozmawia.
„Ale chcemy stworzyć z tobą rodzinę. Naprawdę dużo czasu
zajęła nam walka o Ciebie i uwierz mi, że ja tak łatwo nie
odpuszczam.” usiechnęła się słodko moja jakby matka. Dziwnie
było usłyszeć od kogoś innego niż Vanessa, że im na mnie
zależy. W głosie Pani Smith nie było jednak ani cienia ironii czy
też zawachania. Nie wiem dlaczego ale spodobała mi się. A ja nie
należe do osób które wyrabiają sobie o kimś zdanie po jednej
wypowiedzi. Jestem raczej nie ufna ale nie wiedzieć dlaczego Pani
Smith od razu obdarzyłam zaufaniem. „Dokładnie” odezwał się
Pan Smith „więc podpiszemy papiery i przyjedziemy po Ciebie
wieczorem. Wiem, że to mało czasu na pożegnanie się z
przyjaciółmi i mam nadzieję, że nam go wybaczysz. Oczywiście nie
będziemy mieli nic przeciwko temu żebyś się spotykała z nimi po
tym jak z nami zamieszkasz. Oczwiście o ile to dobre towarzystwo.
Ale raczej masz same dobre koleżanki więc nie widzę problemu”
poinformował mnie Pan Smith. Od niego również biła miłość,
wspołczucie oraz życzliwość. Wydawał się w porządku chociaż i
tak wiedziałam, że z Panią Smith będę miała lepszy kontakt.
Chwila … dlaczego ja do cholery teraz myślę o nich skoro powinnam
była już dawno zalana łzami powiedzieć o wszystkim Vanessie? Chyba
nadal jestem w szoku. Tak to jest jedyne logiczne wyjaśnienie.
Nieśmiało próbowałam się uśmiechnąć ale nie wyszło mi to
najlepiej, ponieważ zamiast uśmiechu na mojej twarzy malował się
grymas. Pani dyrektor pożegnała mnie informując, że Państwo
Smith przyjadą po mnie o 19. Kiedy znalazłam się poza zasięgiem
wzroku kogokolwiek z biura w którym przed chwilą byłam zalałam
się gorzkimi łzami.
Po
około 15 minutach postanwiłam poprosić Panią dyrektor aby
zwolniła Vanni z lekcji żebyśmy się mogły w spokoju pożegnać i
spędzić mój ostatni dzień tutaj razem. Już drugi raz tego dnia
stanęłam przed ciężkimi drzwiami do biura Pani dyrektor.
Zapukałam i weszłam dopiero kiedy usłyszałam „proszę”.
Zastałam Panią dyrektor siedzącą przy papierach. Kiedy mnie
zobaczyła uśmiechnęła się i zapytała w czym może mi pomóc.
Szybko przedstawiłam jej swoją prośbę na którą chętnie
przystała. Jednak szybko dodała „Jess … wiem, że teraz się
może nie cieszysz ale kiedyś będziesz wdzięczna losowi za to, że
dał ci drugą szansę. Może trochę późno ale ważne, że ją
dostałaś. Wiele dzieci nie ma takiego szczęścia jak ty. Naprawdę
nie mogłaś lepiej trafic. Znam Państa Smith osobiście i to bardzo
dobrzy ludzie. Jeszcze raz Cię proszę doceń to.” byłam pod
wraźeniem jej słów. Głównie dlatego, że kompletnie nie
spodziewałam się tego po mojej Pani dyrektor. Wiem, że ma rację i
naprawdę zamierzałam być dla nich uprzejma. Ale naprawdę nie
teraz. Teraz nie wiem co o tym i o nich myśleć bo to wszystko stało
się naprawdę znienacka. Nie chciałam jednak opowiadać teraz o tym
wszystkim Pani dyrektor więc odpowiedziałam tylko cichym głosem:
„Tak wiem. Naprawdę to doceniam”. W odpowiedzi dyrektorka
posłała mi swój najpiękniejszy uśmiech. „Bardzo się cieszę,
że tak to widzisz. Wiedziałam, że jesteś mądrą dziewczynką.
Możesz już iść do swojego pokoju. Powiem Vanessie osobiście, że
czekasz na nią w pokoju , dobrze?” „Tak jest. Dowidzenia”
powiedziałam i nie czekając na odpowiedź udałam się prosto do
pokoju. Usiadłam na łóżku i przez chwilę zastanawiałam się co
tak naprawdę teraz czuję. Nie potrafiłam tego określić, ponieważ
najzwyczajniej w świecie nie czułam nic. Czułam wielką pustkę.
Westchnęłam i podniosłam się z łóźka. Spod niego wyciągnęłam
małą walizkę i zaczęłam pakować do niej swoje rzeczy. Ledwo co
zauważyłam Vanessę wpadającą do pokoju z zatroskaniem wymalownym
na twarzy. Już chciała coś powiedzieć kiedy jej wzrok spoczął
na mojej małej walizce. W mgnieniu oka jej zatroskanie zmieniło się
w smutek. Momentalnie jej oczy wypełniły łzy i zrezygnowana
usiadła na moim łóźku. Teraz już nie czułam pustki lecz
przeraźliwy ból któy rozdzierał mi serce. Usiadłam koło niej i
nie mówiąc ani słowa przytuliłam ją mocno do Siebie. Łzy ciekły
po moim policzku tak samo jak po policzku mojej przyjaciółki.
Siedziałyśmy tak dobre 20 minut nie mogąc się uspokoić. Jednak
musiałyśmy wziąć się w garść. W końcu to, że będziemy
rozpaczać nieczego już nie zmieni. Wypuściłam moją Vanni z ramion i otarłam łzy. Po czym zabrałam głos „Moja droga. Proszę
Cię nie płacz. Mi też jest bardzo ciężko, bo nie wyobrażam
Sobie życia bez Ciebie. W ciągu tych pięciu lat stałaś się dla
mnie czymś w rodzaju siostry którą mogłam Sobie sama wybrać.
Pamiętaj też o tym, że nieważne gdzie będę mieszkać albo gdzie
będę chodzić do szkoły i tak będę do Ciebie przychodzić w
każdej wolnej chwili. Pamiętaj, że Cię kocham. Nigdy nie wolno ci
o tym zapomnieć.” powiedziałam dość ochrypłym głosem. Vanessa
tylko wolno pokiwała głową i jeszcze raz mocno mnie przytuliła.
Tym razem tylko krótko ale mocno. Kiedy mnie puściła pociągnęła
jeszcze kilka razy nosem po czym spojrzała mi prosto w oczy i
uśmiechnęła się smutno. Spojrzałam no nią pytająco a ona po
chwili powiedziała mi o co chodzi. „Kochanie moje. Wiem, że
jestem dla Ciebie ważna. Tylko … teraz będziesz miała swoje
życie. Rodzinę, nowych znajomych może nawet chłopaka. Prawdę
mówiąc wiem, że prędzej czy poźniej o mnie zapomnisz. Wiem, że
na początku będziesz się starać mnie odwiedzać. Ale z czasem o
mnie zapomnisz.” Mowiąc ostatnie słowa swojej krótkiej przemowy
z trudem powstrzymywała łzy. Nie mogłam uwierzyć, jak mogło jej
w ogóle coś takiego przyjść do głowy! Momentalnie zerwałam się
z łóźka czym zyskałam zaskoczone spojrzenie Vanni. Zaskoczyła ją
chyba moja gwałtowna reakcja. „Vanesso naprawdę nie wiem jak
możesz w ogóle tak myśleć! Przyjaźnimy się już wystarczająco
długo i myślałam, że wiesz jak ważna jesteś w moim życiu.
Powinnaś wiedzieć, że niewyobrażam sobie życia bez Ciebie.”
upokoiłam się trochę i usiadłam na łóźko zanim skończyłam
swoją wypowiedź. „Słuchaj. Wiem, że boisz się zostać tutaj
sama. Ale przysięgam Ci na moje własne życie, że zapomne o Tobie
dopiero w grobie.” W oczach Vanessy po raz kolejny tego dnia
pojawiły się łzy. Jednak tym razem były one efektem wzruszenia.
Kiedy
już skończyłyśmy pakować moją walizkę (nie miałam zbyt dużo
rzecz więc szybko się uwinęłyśmy) postanowiłyśmy spędzić ten
dzień na naszej ławce. Nie chciałyśmy robić nic szczególnego.
Kiedy usiadłyśmy na ławce Vanni chciała wiedzieć co myślę o
moich rodzicach bo tak chyba można ich nazwać. „Znasz mnie i
wiesz, że jestem dość nieufna. Nie oceniam zazwyczaj ludzi na
podstawie jednej wypowiedźi czy jednego spotkania. Ale nie wiem
dlaczego nawet mi się spodobali. Byli tacy mili, życzliwi i
współczujący. Nie wiem dlaczego ale obdarzyłam ich pewną miarą
zaufania. Czy dobrze zrobiłam czy nie przekonamy się z czasem.”
Vanessa przysłuchiwała mi się z uwagą i pewną rodzaju pasją.
Kiedy skończyłam lekko się uśmiechnęła. „Jess. Wiem, że
jesteś nieufna ale może czas to zmienić. Może dzięki tej adopcji
nareszcie zaczniesz ufać ludziom.” przez chwilę milczałyśmy.
Sama nie wiedziałam co mam o tym myśleć. Może rzeczywiście
miałam dzięki tej adopcji się zmienić na lepsze? Nagle naszą
ciszę przerwała Vanni. „Jess? Proszę Cię obiecaj mi jedno.”
Bez namysłu szybko odpowiedziałam: „Co tylko zechcesz.” Byłam
trochę zaskoczona ale ufałam Vanni w 100 %.
„Obiecaj mi” kontynuowała „że po
tym jak zamieszkasz z Państwem Smith i pójdziesz do nowej szkoły
nie będziesz zamknięta na ludzi. Obiecaj, że znajdziesz sobie
przyjaciół albo chociaż znajomych. Obiecaj mi, że będziesz
szczęśliwa.” Popatrzyłam jej prosto w zaszklone oczy i
wyszeptałam „Obiecuję” po czym rzuciłam jej się na szyję i
nie mogąc powstrzymać emocji rozpłakałam się. Ze wzruszenia.
Reszta
dnia minęła nam dość miło. Starałyśmy się nie myśleć o tym,
że to mój ostatni dzień tutaj. Śmiałyśmy się, rozmawiałyśmy
i wygupiałyśmy. Nie trwało to jednak zbyt długo. Czas bardzo
szybko zleciał i nim się obejrzałam była już 18.50. Nasz dobry
humor gdzieś wyparował. Po prostu siedziałysmy na moim łóźku i
gapiłyśmy się w ściane. W pewnym momencie postanowiłam sensownie
wykorzystać te 10 minut które nam zostało więc podeszłam do
mojej Przyjaciółki i moooocno ją przytuliłam. Oczywiście nie
obyło się bez płaczu. Chociaż nie to nawet nie był płacz tylko
szloch przynajmniej ze strony Vanessy. Nie widziałam co się dzieję.
Wiedziałam, że jestem dla niej ważna. Ale teraz nie płakała
tylko dlatego, że odchodzę. Wiedziałam to. Odsunęłam się lekko
od niej i spojrzałam jej prosto w oczy. W nich zobaczyłam rozpacz,
miłość oraz żal. Wiedziałam, że nie chodzi tylko o mnie. Czułam
to. „Vanni. Co się dzieję?” zapytałam miękim głosem. Nie
odpowiedziała mi od razu. Najpierw wytała łzy i wzięła parę
głębszych oddechów. Cierpliwie czekałam na jej odpowiedź. W
końcu zabrała głos był on lekko ochrypły od płaczu ale nic
sobie z tego nie robiła. „Jess. Nie chcę żebyś mnie źle
zrozumiała. Po prostu odkąd Cię poznałam czuję, że mam siostrę
i w pewnym sensie taką moją małą Rodzinę. Teraz kiedy odchodzisz
… czuję, że coś we mnie umiera. Ale wiem, że znasz mnie za
dobrze i wiesz, że nie tylko dlatego rozpaczam.” popatrzyła na
mnie ostrożnie. Kiwnęłam tylko zachęcająco głową a ona wzięła
kolejny głęboki oddech. „Kiedy zobaczyłam Cię dzisiaj z tą
walizką poczułam wielki smutek … i lęk. Pamiętasz jakie
miałyśmy plany? Po 18 ty się wyprowadzasz i szukamy mieszkania a
ja do Ciebie dołączam jak skończę 18 lat. Kiedy się
dowiedziałam, że zostałaś adoptowana to … poczułam lęk, że … będziesz wolała zostać u nich niż mieszkać ze mną. Poczułam
też … pewnego rodzajugo rozczarowanie bo … sama chciałabym mieć
tyle szczęścia.” powiedziała Vanessa przepraszającym tonem.
Odruchowo przytuliłam przyjaciółkę a ta zaskoczona odwzajemniła to. „N .. ni nie jesteś z .. zła?” wydukała. Zaśmiałam się
delikatnie i odsunęłam przyjaciółkę tak, żeby móc patrzeć jej
w oczy. „Oczywiście, że nie głuptasie. Rozumiem jak się
czujesz. Też bym się pewnie tak czuła. Posłuchaj nigdy nie trać
wiary. Zawsze może zdarzyć się cud tak jak ze mną. A co do
mieszkanie nie zmieniłam zdania i adopcja niczego tutaj nie
zmienia.” zapewniłam ją. W tym samym momencie do naszego pokoju
ktoś zapukał. Spojrzałyśmy na siebie i wiedziałyśmy, że już
czas …
No no no W O W
OdpowiedzUsuńPodziwiam ogrom talenciku
To opowiadanie jest genialne
Już wyczekuje nexciku
Ściskam Mela
dzięki wielkie. To bardzo dużo dla mnie znaczy <3
Usuńczekam na nn
OdpowiedzUsuńSuper <3 podoba mi sie . Czekam na następny :)
OdpowiedzUsuńSwietne i placze czytajac :* <3 M
OdpowiedzUsuń